Girona jeszcze nigdy nie grała w ekstraklasie na Camp Nou. W rundzie jesiennej przed własną publicznością przegrała z Barceloną 0:3, a piłkarze gospodarzy strzelili dwie bramki samobójcze. Trzeciego gola dołożył Suarez. Łącznie Urugwajczyk ma 17 trafień i pod tym względem ustępuje jedynie koledze z drużyny Argentyńczykowi Lionelowi Messiemu - 20. Trzeci jest Iago Aspas z Celty Vigo - 15, a czwarty Stuani - 13.

Suarez słabo rozpoczął ten sezon ligowy. W pierwszych 11 kolejkach na listę strzelców wpisał się zaledwie trzykrotnie. Już w listopadzie znacznie poprawił skuteczność i w kolejnych 13 meczach zdobył 14 bramek.

Z kolei Stuani był w poprzednich rozgrywkach piłkarzem Middlesbrough i nie mieścił się w podstawowym składzie klubu, który spadł z angielskiej ekstraklasy. W Gironie jednak odzyskał formę. Pokonał już m.in. bramkarzy Realu Madryt (dwukrotnie w meczu wygranym 2:1) oraz Atletico Madryt (raz - 2:2). W ostatnich dwóch spotkaniach strzelił trzy gole, a jego zespół pokonał Athletic Bilbao 2:0 i Leganes 3:0.

Te i inne korzystne wyniki sprawiły, że debiutująca w ekstraklasie Girona jest ósma w tabeli z 34 punktami i traci tylko cztery do Villarreal. "Żółta Łódź Podwodna" zajmuje szóstą pozycję, gwarantującą prawo występu w Lidze Europejskiej.

Barcelona ma 62 punkty i o siedem wyprzedza wicelidera Atletico Madryt. Jest niepokonana w ekstraklasie od 8 kwietnia, kiedy uległa Maladze 0:2. Od tego czasu odniosła 26 zwycięstw i zanotowała pięć remisów. Jeśli wywalczy przynajmniej punkt w sobotę (początek spotkania o 20.45), wyrówna klubowy rekord 32 meczów bez porażki.

- Girona ma wystarczające umiejętności, żeby poradzić sobie z Barceloną. Pokazujemy od dawna, że jesteśmy bardzo ambitni i, choć dla naszych kibiców szykuje się wielkie piłkarskie święto, dla nas to kolejna szansa, żeby pokazać, iż możemy rywalizować z każdym - powiedział pomocnik gości Alex Granell.

Trudne zadanie czeka Atletico, które zmierzy się w niedzielę o 20.45 na wyjeździe z piątą w tabeli Sevillą w, jak się wydaje, najciekawszym meczu 25. kolejki. Stołeczni zostali w styczniu wyeliminowani przez tego rywala w ćwierćfinale Pucharu Hiszpanii (Sevilla zagra w kwietniu o trofeum z Barceloną).

Z kolei trzeci Real Madryt, który zgromadził 48 punktów, zmierzy się u siebie z Alaves. Początek tego spotkania w sobotę o 16.15. Mimo trzech zwycięstw z rzędu i pięciu w sześciu ostatnich występach w La Liga w klubie nastroje są dalekie od euforii. Strata do wyprzedzających "Królewskich" ekip jest duża, a do tego kilku zawodników leczy kontuzje. W najbliższym spotkaniu na pewno zabraknie z tego powodu Brazylijczyka Marcelo i Chorwata Luki Modrica. Obaj mają wrócić na rewanż z Paris Saint-Germain w 1/8 finału Ligi Mistrzów.

- Chcemy podtrzymać serię wygranych. Jedyne co możemy zrobić to nie poddawać się i wywierać maksymalną presję na Barcelonę oraz Atletico - przyznał kapitan Sergio Ramos, który ma w dorobku 550 spotkań w barwach Realu, ale w sobotę nie zagra, gdyż musi pauzować za żółte kartki.