- Trzeba zrobić szeroki nabór, by wynaleźć "perełkę", która będzie błyszczała za kilkanaście lat. Kiedy zaczynałem pracę trenerską marzyłem o medalach mistrzostw Polski. Sam byłem zaskoczony, że tak daleko to poszło – powiedział Szturc, prowadzący zajęcia na małych skoczniach w centrum Wisły.

Przyznał, że "Małyszomania" spowodowała duże zainteresowanie dzieci dyscypliną.

- Popołudniami, od 14 do 20, przez skocznie przewijało się po 60 dzieciaków. Musiały skakać na zmiany, czekać na sprzęt od skaczących wcześniej. Przypomnę, że wcześniej, w 1993, w mistrzostwach Polski wystartowało w Zakopanem 10 zawodników, a później czasem trzeba było urządzać eliminacje – zauważył trener Wiślańskiego Stowarzyszenia Sportowego "Wisła" w Wiśle.

Jego zdaniem możliwe, że sukcesy olimpijskie Kamila Stocha i polskiej drużyny znów pociągną młodzież do skoków.

- Być może po sukcesie w Pjongczangu wybuchnie "Stochomania". To byłoby coś wspaniałego, ja już to odczuwam w klubie – zaznaczył.

Jak zauważył, potrzeba jednak więcej małych skoczni dla najmłodszych, którzy dopiero zaczynają treningi.

- Bez infrastruktury i bazy do szkolenia podstawowego nie mamy co myśleć o skokach. Takie skocznie jak te w Wiśle – czyli HS 10, 20, 40 - są wspaniałe, można tu skakać cały rok. Ale takich obiektów nam w kraju jeszcze brakuje – zwrócił uwagę Szturc.

W igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu skoczkowie narciarscy wywalczyli dwa medale dla Polski. Kamil Stoch triumfował indywidualnie na dużym obiekcie, a drużyna była trzecia. W tej konkurencji biało-czerwoni po raz pierwszy stanęli na podium igrzysk.