Przemysław Iwańczyk: Nie sposób nie zapytać cię o emocje związane z igrzyskami. Miałeś ten przywilej, że odbierałeś medal dla swojej drużyny w Sydney. Niosłeś również flagę Serbii podczas otwarcia. Jakie to uczucie?

Vladimir Grbić: No cóż. Są to wielkie emocje, ponieważ bycie wybranym spośród wszystkich sportowców twojego kraju, aby go reprezentować, jest największym zaszczytem dla sportowca.

Jak patrzysz na kolejne igrzyska, również te zimowe, którymi się teraz zajmujemy?

Wszystko z czasem zmienia się do pewnego stopnia. Te zmiany nie zawsze są ewolucyjne, czasem są na lepsze, czasem na gorsze. Ja teraz pracuję dla dzieci, aby miały one lepsze możliwości. Jestem przekonany, że po igrzyskach w Sydney bardzo poprawiło się bezpieczeństwo. Poprawie uległo również wykrywanie dopingu, choć przed nami jeszcze dużo walki.

Przywiązujecie dużą wagę do sportów zimowych? Pamiętamy reprezentację Jugosławii, igrzyska w Sarajewie w 1984 roku...

Była Jugosławia faktycznie była mocna w sportach zimowych. Wiele osób w Serbii obserwuje dzisiaj te konkurencje i również ja sam jestem ich wielkim fanem. Oprócz tego pracuję też nad tym, żeby zapobiegać schorzeniom ortopedycznym wśród dzieci i krzewieniu u nich aktywności fizycznej.

Wielu komentatorów pyta mnie jak to jest, że nieduży kraj jak Serbia wygrywa w wielu dyscyplinach zespołowych. W Serbach jest dużo genów wojennych, które wymuszają samodoskonalenie się i potrzebę bycia w centrum uwagi.

Cała rozmowa z Vladimirem Grbiciem w załączonym materiale wideo.