31-letni Szwajcar, srebrny medalista igrzysk w Soczi, był jednym z głównych kandydatów do złota w Pjongczangu i wywiązał się z roli faworyta. W półfinale pokonał Francuza Sylvaina Dufoura, który do połowy trasy utrzymywał tempo Galmariniego, ale popełnił błąd na jednej z bramek i wypadł z trasy otwierając rywalowi drogę do finału.

 

W pojedynku o złoty medal Galmarini zmierzył się z ulubieńcem miejscowej publiczności Sangho Lee. Koreańczyk, który nie notował dotychczas poważniejszych sukcesów w rywalizacji międzynarodowej, niespodziewanie wywalczył awans do finału eliminując doświadczonego Słoweńca Zena Kosira. Lee wygrał pojedynek półfinałowy różnicą zaledwie jednej setnej sekundy. W finale jadący zdecydowanie korzystniejszym, czerwonym torem Szwajcar okazał się jednak wyraźnie lepszy.

 

Znakomicie spisywał się w olimpijskiej rywalizacji 21-letni zawodnik zakopiańskiego AZS. Jego przygotowania do olimpijskiego startu w Pjonczangu poważnie skomplikował poważny wypadek samochodowy w 2016 roku. Miał pęknięty w dwóch miejscach kręgosłup, złamanych siedem żeber i pękniętą obręcz biodrową. - Nie pamiętam jak do niego doszło, bo straciłem przytomność. Ponoć wyleciałem z łuku i zderzyłem się czołowo z autobusem - wspomniał.

 

Kwiatkowski bardzo szybko wrócił jednak na stok i w sobotę walczył bez kompleksów w eliminacjach uzyskując dość niespodziewanie 13. czas i awansując tym samym do 1/8 finału.

 

W fazie pucharowej spotkał się w Francuzem Dufourem, który w tym sezonie kilkakrotnie plasował się w czołówce zawodów Pucharu Świata. Polak walczył z nim jak równy z równym do ostatnich metrów, przegrywając dosłownie o centymetry. Różnica czasu na mecie wyniosła 0,1 sekundy, ale dała awans Francuzowi.

 

Najlepszym osiągnięciem Kwiatkowskiego w sezonie 2017/2018 było dotychczas 20. miejsce w zawodach Pucharu Świata w slalomie gigancie równoległym w słoweńskiej Rogli. W ubiegłorocznych mistrzostwach świata w hiszpańskiej Sierra Nevadzie był 12. w slalomie równoległym, a w gigancie uplasował się na 20. pozycji.