Faworyt długo nie mógł sforsować defensywy 16. zespołu tabeli. Udało się dopiero w 44. minucie, kiedy sprytne podanie piętą Karima Benzemy płaskim strzałem na gola zamienił Cristiano Ronaldo.

 

Minutę po przerwie ponownie Francuz wystąpił w roli głównej. Odebrał piłkę obrońcy gości Alexisowi Ruano, podholował pod pole karne i wyłożył nadbiegającemu Bale'owi, który podwyższył na 2:0. W 61. minucie Lucas Vasquez podał do Ronaldo, który uderzeniem w długi róg uzyskał trzeciego gola.

 

Portugalczyk zdobył 13. i 14. bramkę w tym sezonie La Liga. Tyle samo uzyskał w innych rozgrywkach klubowych. Drugie sobotnie trafienie to jego gol numer 299. w hiszpańskiej ekstraklasie.

 

Wynik ustalił tuż przed końcowym gwizdkiem Benzema z rzutu karnego podyktowanego za faul na Bale'u.

 

To pierwszy od dawna ligowy mecz Realu, w którym o dobry rezultat zatroszczyły się największe gwiazdy drużyny. "Apoteoza BBC" - zatytułowała relację z Santiago Bernabeu "Marca".

 

"Real wreszcie dominował od początku do końca, a swoje piętno na wyniku odcisnęła Wielka Trójka. O jej zaangażowaniu, współpracy i nastroju najlepiej świadczy fakt, że Ronaldo oddał karnego Benzemie, by i on miał gola" - skomentowała gazeta.

 

Na ten sam aspekt zwrócił uwagę dziennik "As". "Impreza na koszt BBC" - podsumowano spotkanie.

 

"Królewscy" po czwartej wygranej z rzędu z dorobkiem 51 pkt zbliżyli się na cztery do Atletico Madryt, które w niedzielę na wyjeździe zmierzy się z piątą w tabeli Sevillą. Prowadząca i niepokonana Barcelona w sobotni wieczór w derbach Katalonii na Camp Nou spotka się z Gironą.

 

"Jedyne co możemy zrobić, to nie poddawać się, wygrywać mecz za meczem i wywierać maksymalną presję na Barcelonę oraz Atletico" - przyznał kapitan Realu Sergio Ramos, który w sobotę nie mógł zagrać, gdyż pauzował za żółte kartki.

 

W stołecznej ekipie zabrakło też kontuzjowanych Brazylijczyka Marcelo, Chorwata Luki Modrica, Niemca Toniego Kroosa, a Marco Asensio wyeliminowała choroba.