Apogeum „czarowania” paszportami nastąpiła za czasów Franciszka Smudy, który brał na potęgę wszystkich, którzy nie liznęli nawet polskiego systemu szkolenia. Taki Damien Perquis nic nie mówił i nic nie rozumiał po polsku, co miało być jego atutem...

Obecny selekcjoner ma jednego zawodnika tego typu (Thiago Cionek), ale nie rzuca się w oczy, bo jest raczej uzupełnieniem. Zbliża się mundial, nasi mają coraz więcej problemów zdrowotnych. Na pewno selekcjoner nie ma jakiegoś wyjątkowego komfortu jeśli chodzi o wybór. W tzw. środowisku wciąż słychać głosy, że lada moment jakiś news, o tym że jakiś obcokrajowiec chce grać dla Polski i jest taka realna możliwość musi wypłynąć.

Na razie jednak trzeba zadowolić się jego substytutem. Polski paszport odebrał Taras Wiktorowycz Romanczuk, 27-letni ukraiński pomocnik Jagiellonii Białystok. Wzmożenie tym wywołane, kibiców którzy widzą go już w koszulce z białym orłem jest odczuwalne. Jeśli już mamy korzystać z graczy tego typu (uważam, że każdy przypadek jest inny i trzeba je rozpatrywać indywidualnie, a nie jednoznacznie deklarować, że bierzemy wszystkich możliwych, albo kategorycznie żadnego), to chyba raczej takich, którzy są w stanie naszej drużynie dać coś ekstra, być wartością dodaną. Z całym szacunkiem, a Taras jest po prostu solidnym ligowcem w jednej z najsłabszych lig europejskich.

Jeśli już mamy z niej kogoś powołać do kadry na tę pozycję, aby pojechał na mundial się podszkolić i popatrzeć to proponuję młodych. Szymona Żurkowskiego z Górnika Zabrze, Jakuba Piotrowskiego z Pogoni Szczecin czy Damiana Szymańskiego z Wisły Płock.