W niedzielę wygrała Marit Bjoergen. Norweżka, która w Korei zdobyła pięć medali (2 złote, 1 srebrny i 2 brązowe) przeszła do historii jako ta, która ma na swoim koncie najwięcej olimpijskich krążków (8-4-3). Do tej pory w tym rankingu prowadził jej rodak, biathlonista Ole Einar Bjoerndalen (8-4-1).

Kowalczyk, jedyna Polka, która zdecydowała się wystartować w tym biegu, zajęła 14. miejsce. Osiem lat wcześniej na igrzyskach w Vancouver zawodniczka AZS AWF Katowice wywalczyła w tej konkurencji złoty medal. W 2006 roku w Turynie, na 30 km, ale techniką dowolną, była trzecia.

Mrowca stwierdził jednak, że jego była podopieczna naprawdę nieźle spisała się w swoim ostatnim starcie w Pjongczangu.

- Na tyle, na ile dzisiaj potrafiła. Strategia była dobra, czyli trzymać się grupy czołowej, ale Bjoergen nadała takie tempo, że inne - w tym Justyna - szybko odpadły. Może to miejsce nie do końca satysfakcjonuje kibiców, ją pewnie też, ale ja Justynie gratuluję tej zaciętej walki - głównie ze sobą - ocenił szkoleniowiec, który trenował Kowalczyk w klubie Maraton Mszana Dolna w latach 1996-98.

Pierwszy trener pięciokrotnej medalistki olimpijskiej (2-1-2) i dwukrotnej złotej medalistki MŚ z Liberca w 2009 roku (bieg łączony na 15 km oraz na 30 km techniką dowolną) zaznaczył, że znając charakter zawodniczki, nie jest ona do końca zadowolona z występów na swoich czwartych igrzyskach.

- Wiem, że bardzo ciężko pracowała i być może trudno jej się pogodzić z tym, że miejsca jakie tym razem wywalczyła nie były szczytem marzeń. Według mnie jakiś tam wpływ na to mogły mieć np. starty poza światową czołówką, ale to był jej i trenera Aleksandra Wierietielnego wybór, który trzeba uszanować - podkreślił.

Mrowca dodał przy tym: "Na pewno jednak nie oszczędzała się, śledziła wyniki rywalek i wiedziała na co ją stać, a że do końca nie wyszło? Nie tylko przecież jej - to jest sport, dyspozycja dnia i jeszcze wiele innych czynników, więc niczego tak naprawdę nie można przewidzieć czy założyć".

Niedzielna konkurencja była czwartą, w której w Pjongczangu wystartowała zawodniczka AZS AWF Katowice. W biegu łączonym zajęła 17. miejsce, w sprincie techniką klasyczną - 22., sztafecie 4x5km była 10. (z Sylwią Jaśkowiec, Eweliną Marcisz i Martyną Galewicz), a w sprincie drużynowym z Jaśkowiec uplasowała się na siódmym miejscu.

Wbrew opiniom pojawiającym się przed igrzyskami w Korei, Kowalczyk w wywiadzie telewizyjnym po niedzielnym biegu nie oznajmiła, że kończy karierę zawodniczą. Nie wykluczyła jednak, że były to jej ostatnie starty w imprezie tej rangi.

- Tego nie robi się na gorąco. Ale jeżeli podejmie taką decyzję, będzie to koniec pewnej epoki i - obawiam się - polskich biegów narciarskich. Jeżeli nic się nie zmieni w naborze, w szkoleniu i dopływie solidnych pieniędzy, to wraz z jej rezygnacją zamkniemy piękną kartę tej dyscypliny w naszym kraju. Kto wie, ile dekad upłynie zanim znajdziemy taką Justynę - podsumował Mrowca.