Roman Kołtoń: Napisał pan książkę o Bayernie, określając ten klub mianem "globalnej marki". Głośno jest w ostatnich dniach o Robercie Lewandowskim, który też jest globalną marką. Polak właśnie zmienił menedżera. Co z tego wynika?

Ulli Hesse: Na pewno Robert Lewandowski zdaje sobie sprawę, że będzie mu trudno zmienić klub. Zdaje sobie sprawę z tego, że Bayern chce go zatrzymać - że Bayern potrzebuje go. "Lewy" z pewnością zdaje sobie również sprawę, że nie byłoby to dobre dla wizerunku Bayernu, gdyby sprzedał swojego topowego gracza. Z drugiej strony Robert zapewne zakłada - z dużym prawdopodobieństwem - że to ostatni sezon, w którym może wygrać Ligę Mistrzów z Bayernem. Dlatego widząc szansę na zmianę klubu, nawet małą szansę, postanowił działać.

Mówi pan o ostatniej szansie na wygranie Ligi Mistrzów - bo kadra Bayernu zastarzała się? Bo Bayern nie ma świeżych, klasowych piłkarzy?

W moim przekonaniu szanse Bayernu w przyszłych latach na pewno nie wzrosną. Myślę, że Bawarczycy przez ostatni rok, może dwa lata zaprzepaścili okazję przebudowy drużyny - odmłodzenia jej. To oznacza, że następne dwa-trzy lata trzeba będzie poświęcić na tę przebudowę. W tym sezonie szansa na wygranie Ligi Mistrzów jest spora. W następnym sezonie będzie o to trudniej.

Stawia pan hasło w tytule, że "Bayern jest globalnym superklubem". Jak wiele klubów zaliczyłby pan do tego elitarnego grona?

Osobiście myślę, że tylko cztery: Manchester United, Real Madryt, Barcelona i właśnie Bayern. Każdemu innemu klubowi czegoś brakuje do miana "globalnej marki". Arsenal czy Liverpool też mają wielką tradycję i wierne grono fanów, ale nie mają od lat wielkich sukcesów. Nie zdobywają tytułów, a to jest niesłychanie ważne. Pojawiły się oczywiście takie głodne kluby, jak Manchester City, czy PSG. Nie można im odmówić ogromnych pieniędzy. I przyjdą tytuły. Brakuje im jednak tej magii, tej aury, tej tradycji, która powoduje, że sięgam po hasło "globalny superklub".

Czytając książkę o Bayernie, przekonałem się jeszcze raz jak niezwykła jest historia tego klubu, a zarazem zrozumiałem, jak istotny jest charakter w wielu trudnych momentach. Można się odwołać do historii sprzed II wojny światowej, historii powojennej, historii lat siedemdziesiątych, gdy Bayern trzy razy z rzędu sięgnął po Puchar Europy. Ta legenda trzech triumfów z rzędu przywoływana jest zresztą raz za razem, aby pokazać, jaką siłę stanowi Bayern.

Bayern to jest właśnie klub w którym panuje wielkie przekonanie o własnej wartości. Propagowane jest hasło "Mia san mia" - dosłownie "jesteśmy, kim jesteśmy". Inni muszą coś udowodnić na naszym tle - a my to wielki FC Bayern. Zgadzam się, że historia tego klubu jest niezwykła i nawet w Niemczech wcale nie tak dobrze znana. To się zmienia dopiero w ostatnich latach. Nakręcony został film o najważniejszym prezydencie Bayernu, który prowadził klub i przed II wojną światową i też po niej. To był Kurt Landauer - Żyd, którego życiowa historia jest doprawdy niezwykła. Myślę, że zanim pojawił się ten film, to naprawdę mało kto zdawał sobie sprawę, że Bayern wiele znaczył zanim zaczęły się rozgrywki Bundesligi w 1963 roku, ba, wiele znaczył już przed II wojną światową. Więcej - zapisał wręcz fascynujące karty historii.

Bayern w swojej historii ma wiele niezwykłych osobowości. Przykładem jest również obecny prezydent klubu, Uli Hoeness, Jak pan postrzega jego życiową historię - zawodnika, który mając 27 lat musi zakończyć karierę z powodu kontuzji kolana, jako mistrz świata, super gracz. Później bardzo szybko wraca do klubu w roli menedżera - w końcu lat siedemdziesiątych XX wieku. I pracuje w nim do dziś! Bayern to również jego dzieło.

W rzeczy samej! Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, również w Niemczech nie, że Bayern przez długi czas borykał się z ogromnymi problemami finansowymi. Lata siedemdziesiąte, te lata niezwykłych sukcesów, to były również lata, w których wydawano dosłownie każdego feniga. I dopiero praca Hoenessa - rzecz jasna nie tylko jego samego, ale w dużym stopniu właśnie Hoenessa - doprowadziła do tego, że Bayern stał się klubem niezwykle zamożnym finansowo. W ostatnich latach można było dostrzec pewną tendencję w Bayernie - takiego zmagania się silnych osobowości. Hoenessa - bohatera prostych ludzi, takiego, który rządząc kieruje się intuicją, czy nawet sercem, a Karlheinza Rummenigge, który raczej wszystko opiera na żmudnej analizie - dedukcji, który uchodzi za technokratę. Gdy Hoeness przez dwa lata odbywał karę więzienia - za swoje długi względem niemieckiego urzędu skarbowego - groziło to wszystko przewartościowaniem. Pójściem w kierunku, który dyktował Pep Guardiola, a któremu sprzyjał Rummenigge. To się wielu kibicom Bayernu nie podobało... Powrót Hoenessa znowu to powstrzymał...

Ta historia z więzieniem Hoenessa - była dla niego niezwykle trudna, ale nie zniszczyła go...

Można nawet powiedzieć, że to typowa historia dla Bayernu - bo już niejednokrotnie zdarzało się, że klub miał wielkie problemy, takie naprawdę poważne, jakich doświadczył Hoeness, czy też takie typowo sportowe, jak trauma na wspomnienie finału Ligi Mistrzów z 1999 roku, przegranego z Manchesterem United, czy strasznego finału z 2012 roku, przegranego z FC Chelsea. Można sięgnąć jeszcze głębiej - do czasów nazistowskich, gdy klub naprawdę miał wielkie problemy z reżimem. I tak naprawdę po tamtych czasach musiał praktycznie wszystko zaczynać od nowa. Jednak za każdym razem udawało się z tego wszystkiego wybrnąć i to właśnie wiele mówi o Bayernie.

Jaką stawia pan prognozę na najbliższe lata, jeśli chodzi o Bayern? Może to właśnie pan przekona "Lewego", że powinien zostać w Bayernie?

Najbliższe lata są niesamowicie trudne, jeśli chodzi o przewidywania. Bardzo wiele zmienia się we współczesnym futbolu. Nawet te potężne angielskie kluby, które mają z praw telewizyjnych dużo więcej pieniędzy niż Bayern - a przecież nowy kontrakt telewizyjny zaoferuje im jeszcze więcej - nawet te kluby będą musiały stanąć do rywalizacji z takim klubem jak PSG. W ogóle doszliśmy do takich pieniędzy w futbolu, o których jeszcze niedawno nam się nie śniło. Stąd tak istotna rola, aby wyrównać możliwości rywalizacji. To jest możliwe z jednej strony, jeśli chodzi o UEFA - i przestrzeganie reguły finansowego fair-play. Z drugiej strony w Niemczech jest głośna dyskusja o zniesieniu reguły "50 plus 1", bo tyle musi znajdować się w rękach stowarzyszeń, a nie prywatnych inwestorów, czy wielkich funduszy.

Bayern nie będzie jednak mniejszy?

O nie! Przecież tam obowiązuje hasło: "Mia san mia".