To była 18. minuta spotkania meczu 2. Bundesligi pomiędzy Duisburgiem i Inglostadt. Na tablicy świetlnej widniał wynik 1:0 dla gospodarzy, ale miejscowi kibice cieszyli się z prowadzenia tylko pięć minut, bowiem rywale szybko doprowadzili do wyrównania. Słowo „konsternacja” to mało, aby wyrazić to co poczuli wszyscy zgromadzeni na trybunach.

 

Bramkarz miejscowych, Mark Flekken kompletnie zdezorientowany tym co dzieje się na boisku postanowił sięgnąć po bidon, który leżał w bramce, aby uzupełnić płyny. W tym samym czasie akcję wyprowadzili przyjezdni, którzy z najbliższej odległości skierowali piłkę do prawie pustej bramki, bowiem stał w niej zakłopotany Flekken. – Myślałem, że zdobyliśmy bramkę. Usłyszałem muzykę na stadionie, więc postanowiłem wykorzystać okazję i szybko się napić. Już nigdy nie wezmę ze sobą bidonu na mecz (śmiech) – powiedział sam zainteresowany.

 

Nie tylko kibice na stadionie, ale także jego koledzy z boiska byli zdumieni zachowaniem bramkarza. – Zobaczyłem jak mój kolega z drużyny odgrywa piłkę głową do niego, ale pomyślałem sobie „gdzie on jest?”. Wtedy zauważyłem jak spokojnie stoi w bramce i popija sobie. Nigdy nie widziałem czegoś takiego – przyznał jeden z piłkarzy Duisburga. – W ostatniej chwili usłyszałem jak kibice krzyczą „odwróć się, odwróć!”, ale było już za późno – rzekł (anty)bohater spotkania, który postanowił wykorzystać okazję i wystawić sławny już na całe Niemcy bidon na aukcję, aby przeznaczyć pieniądze na cele charytatywne.

 

Na jego szczęście Duisburg pokonał Inglostadt 2:1, ale to nie uchroniło Holendra od szyderczych komentarzy internautów. „Bramkarz rodem z FIFY”, „błąd komputerowy”, „Trzeba go zdebugować”, „Najwidoczniej zepsuł się kontroler” – to tylko kilka złośliwych opinii pod adresem Flekkena, który faktycznie w tej sytuacji przypominał golkipera z PlayStation.