Grzegorz Michalewski: Srebrny medal w Pjongczangu niemieckich hokeistów był wielką sensacją. Dla Ciebie również?

 

Adam Borzęcki: Myślę, że dla wszystkich był sensacją. Nikt się chyba nie spodziewał, że reprezentacja Niemiec zajdzie tak daleko.
W finale po dogrywce lepsi okazali się Olimpijczycy z Rosji. Ten mecz to był hokejowy spektakl. Na minutę przed końcem trzeciej tercji jedną bramką prowadzili Niemcy i dodatkowo grali z przewagą jednego zawodnika. Niestety, tej przewagi nie udało się dowieźć do końca.

 

Rywale byli poza zasięgiem?

 

„Sborną“ można było zatrzymać, ale w końcówce meczu kiedy sytuacja nie wyglądała ciekawie pokazali charakter i zimną krew. Wyciągnąć mecz przegrywając jedną bramką dwie minuty do końca i to grając w osłabieniu to nie lada wyczyn.

 

W jakich kategoriach został odebrany w Niemczech srebrny medal: sensacja i świetny wynik czy może jednak niedosyt z braku złota?

 

Złoto było blisko, ale nie ma mowy o niedosycie. Całe Niemcy są pod ogromnym wrażeniem wyczynu hokeistów i świętują srebro jak gdyby było to złoto. Zawodnicy wrócili z Igrzysk Olimpijskich jak bohaterowie.

 

Mecze grupowe oraz wygrane spotkanie w kwalifikacjach do ćwierćfinału ze Szwajcarią nie stawiały Niemców jako faworyta do walki o medale. Skąd nagle taka metamorfoza w meczach ze Szwecją i Kanadą? Pomogło szczęście czy wpływ na obie wygrane miały jakieś inne czynniki?

 

Rzeczywiście wyniki grupowe nie były najlepsze, ale gra i tak mogła się podobać. Niemcy z meczu na mecz grali lepiej i nabierali pewności siebie. Szczęście zawsze pomaga, ale tu było widać determinację i ciężką pracę całego zespołu. Przez przypadek nie wygrywa się ze Szwecją czy Kanadą i nie prowadzi się w finale Igrzysk Olimpijskich z Rosją na minutę przed końcem meczu.

 

Co według Ciebie było największym atutem Niemców podczas turnieju olimpijskiego? W jakim elemencie hokejowego rzemiosła zaskoczyli najbardziej?

 

Dla mnie najbardziej widoczny był duch drużyny. Każdy grał dla zespołu i dawał z siebie sto procent w każdej zmianie. Nie było ryzykownych zagrań. Prosto do przodu, mocny forechecking, twarda gra ciałem, ale też pewność siebie kiedy Niemcy byli przy krążku. W obronie grali całą piątką i każdy zawodnik wiedział jakie jest jego zadanie.

 

Trzy lata temu trenerem reprezentacji został Marco Sturm, który kilkanaście miesięcy wcześniej zakończył karierę. Nie miał żadnego doświadczenia w pracy trenerskiej, a w Korei Południowej zespół przez niego prowadzony odniósł sukces. Właściwy człowiek na właściwym miejscu?

 

Zdecydowanie tak. Marco Sturm jest doceniany za to co osiągnął jako zawodnik i wydaje się być lubiany i zaakceptowany przez drużynę. Jeszcze niedawno z niektórymi zawodnikami z reprezentacji grał razem w drużynie i wygląda na to, że wprowadził super atmosferę. Myślę, że sam wybór zawodników którzy pojechali do Korei Południowej pokazał, że nie można wybierać reprezentacji patrząc na listę najlepiej punktujących zawodników. Wszystko było przemyślane i super poukładane.

 

Który zawodnik zrobił na Tobie największe wrażenie, a kto okazał się takim czarnym koniem w drużynie niemieckiej?

 

Czarnego konia nie było, ale na mnie największe wrażenie zrobiła jedność tej drużyny, pewność siebie i walka w każdej zmianie.

 

Patrząc na organizację rozgrywek ligowych i system szkolenia w Niemczech awans do finału Igrzysk Olimpijskich nie powinien chyba nikogo dziwić. To wszystko zaczęło procentować? Jak wygląda szkolenie w Niemczech?

 

Myślę że awans Niemców do finału dziwi i jest na pewno hokejową sensacją igrzysk w Pjongczangu. Nie jestem w stanie odpowiedzieć czy na awans do finału wpłynął system szkolenia. Od niedawna wprowadzono zmiany w kryteriach wymaganych od klubów szkolących młodzież czyli tzw. „Program pięciu gwiazdek“. Kluby muszą spełnić wymagania związku żeby móc uczestniczyć nie tylko w rozgrywkach danego szczebla. Dotyczy to również możliwości otrzymania pieniędzy z puli, która później jest rozdzielana na kluby, które takie wymagania spełniły. Te kluby które nie spełnią wymagań nie tylko mogą nie otrzymać pieniędzy ale mogą nawet płacić kary. Myślę, że jest to całkiem niezły pomysł. Być może pozwoli to niedługo Niemcom na dłużej zagościć wśród najlepszych na świecie.

 

Niemiecka zawodowa hokejowa liga DEL jest po NHL i KHL trzecią najmocniejszą ligą na świecie. Jednak w ostatnich dziesięciu, dwudziestu latach tylko raz udało się uzyskać dobry wynik. W 2010 roku na Mistrzostwach Świata Elity, których zresztą gospodarzem byli Niemcy reprezentacja zajęła czwarte miejsce. Czego zabrakło aby takich sukcesów było więcej?

 

Tak mocno bym ligi DEL nie ocenił. Uważam, że Szwedzi, Finowie czy Szwajcarzy są wysoko na tej liście. Myślę że Niemcy ostatnie lata grali solidnie, ale zabrakło szczęścia, pewności siebie no i w końcu być może trenera który by to wszystko super poukładał. Takim okazał się właśnie Marco Sturm, choć przyznaje, że za czasów gdy reprezentacje prowadził Uwe Krupp ta drużyna też prezentowała się solidnie.

 

Na Igrzyskach Olimpijskich po raz pierwszy od 20 lat zabrakło zawodników występujących w lidze NHL. W Pjongczangu widać było tę różnicę?

 

Oczywiście, że taki turniej bez najlepszych zawodników na świecie trochę traci na wartości. Wszyscy chcielibyśmy oglądać w akcji zawodników z ligi NHL. Było jednak sporo emocjonujących meczów rozgrywanych na bardzo wysokim poziomie. Było widać dużo serca do gry.

 

Srebrny medal olimpijski to dla środowiska hokejowego doskonała okazja promocji tej dyscypliny sportu. Jak w Niemczech zamierzają wykorzystać to wicemistrzostwo olimpijskie do popularyzacji hokeja na lodzie?

 

Niemiecki Związek Hokeja na Lodzie na pewno ma zamiar ten sukces wykorzystać. W jaki sposób chcą to zrobić tego niestety nie wiem. Droga Niemców do medalu na igrzyskach olimpijskich przyciągnęła przed telewizory wielu nowych kibiców, którzy moim zdaniem przekonali się jak piękną dyscypliną jest hokej na lodzie. Lepszej reklamy nie można było sobie wymarzyć.