Grzegorz Michalewski: Miniony rok zakończyłeś przedwcześnie z powodu kontuzji. Ze zdrowiem już wszystko w porządku?

Maciej Rybus: Tak, choć także i teraz dokuczały mi drobne problemy zdrowotne. Znowu miałem naderwany mięsień dwugłowy i to w tym samym miejscu co ostatnio. Na szczęście było to tylko lekkie naderwanie i operacja nie była w ogóle potrzebna. Przez ten uraz podczas zimowych przygotowań mogłem zagrać tylko w trzech sparingach.
 
Kontuzja odnowiła się podczas jednego z tych meczów kontrolnych?

Nie. To było na treningu w czasie pierwszego obozu w Marbelli. W Hiszpanii mieliśmy w sumie dwa zimowe zgrupowania. Do tego momentu było wszystko w porządku i czułem się bardzo dobrze. Niestety, przez ten uraz musiałem pauzować prawie dwa tygodnie. Na szczęście to naderwanie szybko się zrosło i mogłem wrócić do normalnych treningów. Wydaje mi się, że trochę przesadziłem z ćwiczeniami na siłowni. W momencie gdy je odpuściłem od razu poczułem się lepiej. Wydaje mi się, że tymi mocnymi ćwiczeniami przeciążyłem organizm i to spowodowało ten uraz. Teraz czuję się bardzo dobrze, jestem w gazie i wierzę, że to będzie moja runda!

Lokomotiw ma za sobą zwycięski dwumecz z Niceą w 1/16 Ligi Europy.

Przed pierwszym meczem początkowo nie byłem w ogóle brany przy ustalaniu wyjściowego składu. Byłem już wprawdzie zdrowy i rozpocząłem normalne treningi, ale nie grałem w ostatnich sparingach. Trener Jurij Siomin uznał, że nie znajdę się w podstawowej jedenastce na to spotkanie . W przerwie pierwszego meczu oznajmił mi, że wejdę na boisko na drugie czterdzieści pięć minut w miejsce Witalija Denisowa. W rewanżu rozegrałem już całe spotkanie i po naprawdę dobrym dwumeczu w naszym wykonaniu zdołaliśmy awansować do 1/8 finału.

W walce o ćwierćfinał waszym rywalem będzie Atletico Madryt. Poprzeczkę macie zawieszoną bardzo wysoko.

Nikt od nas nie oczekuje awansu. Naprawdę. Nie czujemy żadnej presji. W Lidze Europy naszym celem było wyjście z grupy. Cel został zrealizowany, a dodatkowo przeszliśmy Niceę. Wiemy, że Atletico jest zespołem wyżej notowanym i personalnie od nas mocniejszym. Ten dwumecz traktujemy jako taką pewnego rodzaju nagrodę dla nas. Taką bonifikatę. Prawdziwy mecz czeka nas już w niedzielę. Po przerwie zimowej startuje liga, a nas czekają arcyważne derby ze Spartakiem. Tym meczem żyjemy wszyscy w klubie.

Jesteście liderem tabeli i macie osiem punktów przewagi nad Zenitem i Spartakiem, z którym zresztą zagracie w niedzielę o ligowe punkty.

Mecz ze Spartakiem będzie bardzo ważną weryfikacją potencjału ligowej czołówki. Jeżeli wygramy, to na dziewięć kolejek przed końcem sezonu odskoczymy Spartakowi na jedenaście punktów. To byłby dla nas fantastyczny początek tej krótkiej rundy rewanżowej. W przypadku naszej porażki pozostanie pięć punktów przewagi, ale margines błędu zostanie przez nas bardzo mocno wyczerpany. W żadnym wypadku nie kalkulujemy. Ze Spartakiem gramy o pełną pulę!

Który mecz jest dla was ważniejszy, ten niedzielny ze Spartakiem czy kilka dni później przeciwko Atletico?

Zdecydowanie ten ze Spartakiem. Jesteśmy liderem i mamy dużą przewagę nad pozostałymi drużynami. I teraz możemy to otwarcie powiedzieć, że walczymy o tytuł mistrzowski. To są derby i w niedzielę będzie komplet kibiców. Do końca sezonu pozostało już tylko jedenaście meczów. Mamy ogromną szansę na wygranie Premier Ligi!

Odpuszczacie walkę w europejskich pucharach?

W żadnym wypadku! Dla mnie ten dwumecz z Atletico to nagroda. Na mecz z Niceą przyszło dwadzieścia tysięcy kibiców, choć było wtedy bardzo mroźno. Trener Siomin mówił nam, że ta świetna frekwencja jest dzięki naszej grze. Kibice docenili naszą walkę i zaangażowanie i teraz będziemy mogli zmierzyć się z naprawdę mocnym zespołem, w dodatku grającym na bardzo fajnym stadionie.

Wracając do mrozów, to chyba pogoda nie jest waszym sprzymierzeńcem?

Nie da się ukryć, że nie jest. Ostatnio musieliśmy trenować przy temperaturze minus 15 stopni. Nasz ośrodek Bakovka ma wprawdzie jedno boisko naturalne z murawą podgrzewaną, ale jest nieosłonięte i przy takich niskich temperaturach oraz przy silnym wietrze nie można normalnie ćwiczyć. W tej sytuacji podjęto decyzję, że na pięć dni polecieliśmy potrenować do Antalyi. Podczas obozu w Turcji rozegraliśmy sparing z białoruskim Szachtiorem Soligorsk. Wygraliśmy 2:0, a ja asystowałem przy bramce Dmitrija Tarasowa. Grałem w tym spotkaniu w pierwszej połowie, potem po przerwie trener wystawił drugą jedenastkę.

Patrząc na kadrę Lokomotiwu to próżno w niej szukać nowych nazwisk…

Niewykluczone, że jeszcze ktoś do nas dołączy. Na razie najważniejsze jest to, że po wyleczeniu ciężkich urazów do składu wrócili obrońca Vedran Czorluka i napastnik Ari. To będzie dla nas na pewno duże wzmocnienie.

Jesienią w defensywie graliście przeważnie w ustawieniu z trójką zawodników na środku plus dwaj boczni obrońcy, gdzie Ty najczęściej występowałeś na lewej stronie. Wiosną będzie podobnie?

Raczej nie, przynajmniej w tych pierwszych meczach ligowych. W sparingu z Szachtiorem faktycznie graliśmy na trzech środkowych obrońców, ale wydaje mi się, że w takim ustawieniu wystąpimy przeciwko Atletico. W lidze raczej będziemy grali na czterech obrońców, a ja będę występował na lewej stronie. Przynajmniej w takim ustawieniu powinniśmy zagrać w kilku pierwszych spotkaniach.

Przyzwyczaiłeś się do gry na lewej obronie?

Myślę że tak, choć ciągnie mnie jeszcze do przodu. Trener Siomin cały czas mnie stopuje i nie chce abym się podłączał tak często do akcji ofensywnych. Wiem, że muszę grać tak jak chce tego trener, bo w innym wypadku mogę stracić miejsce w podstawowym składzie.

Na stratę miejsca w jedenastce Lokomotiwu na szczęście się nie zanosi, ale za to duże zmiany nastąpiły w Twoim życiu prywatnym. Od pewnego czasu u Twego boku pojawiła się tajemnicza nieznajoma…

To moja narzeczona Lana. Poznałem ją tuż po przylocie z Francji do Moskwy. Lana była administratorką restauracji obok hotelu, w którym zamieszkałem. Nie ma co ukrywać, że między nami „zaiskrzyło” od pierwszego spotkania i niedługo potem zaczęliśmy się spotykać.