"Nie chcę, by nazywano mnie następnym Boltem, chcę być Christianem Colemanem. Może za kilka lat ludzie powiedzą: Kto będzie kolejnym Colemanem? Chcę wyznaczać własną drogę i zostawić ślad w historii. To jest właśnie moja podróż" - powiedział Amerykanin, który 6 marca będzie obchodzić 22. urodziny.

 

W Birmigham wschodząca gwiazda sprintów z USA wyprzedziła Chińczyka Bingtiana Su (6,42) i rodaka Ronnie Bakera (6,44).

 

Coleman 19 lutego ustanowił rekord globu na 60 m podczas halowych mistrzostw Stanów Zjednoczonych w Albuquerque. Uzyskał 6,34 s, poprawiając rezultat rodaka Maurice'a Greena sprzed 20 lat o 0,05 s. Jest wicemistrzem świata w biegu na 100 m i w sztafecie 4x100 m z Londynu 2017.

 

Lekkoatleta przyznał, że po ustanowieniu rekordu globu rozmawiał telefonicznie z Mauricem Greenem.

 

"Zadzwonił i powiedział, że jest ze mnie dumny. Kontakt jest dobry, ponieważ mamy tego samego agenta. Był podekscytowany rekordem i tym, że udało mi się go +złamać+. Obecne wyniki nie odbiegają od jego osiągnięć, więc jest nadal dumny z tego, co było jego udziałem" - podkreślił najszybszy obecnie człowiek na świecie.

 

Coleman nie rozpamiętuje najlepszego osiągnięcia i wyznacza sobie kolejne cele.

 

"To jest mój pierwszy w pełni zawodowy sezon. Traktuję go jako proces uczenia się i obmyślania wszystkiego, co jest mi potrzebne. Wszystko jest dla mnie nowe. Nie mam czasu rozpamiętywać rekordów. Zawsze przed biegiem myślę o tym, że można ustanowić nowy wynik. Za każdym razem startuję z nastawieniem, że jest coś, co można poprawić i poprawić. Słucham uwag trenera, nie stawiam sobie żadnych celów co do osiągania takich a nie innych czasów. Chcę po prostu mieć wspaniały sezon" - podumował.