Marek Magiera: Co się stało, że w pewnej chwili tak wam odcięło wszystko, z wyjątkiem ataku.

 

Jakub Jarosz: Ciężko powiedzieć... Przytrafiła się kontuzja Marcina i potem, w pewnym momencie nasza gra się załamała. Może nie mieliśmy pomysłu, jak dalej to prowadzić. Olsztyn zagrał bardzo dobry mecz, wydaje mi się, że przez całe spotkanie grali równo, a my niestety nie.

 

Adrian Buchowski powiedział mi przed chwilą, że trener Roberto Santilli podczas dziesięciominutowej przerwy  powiedział im w szatni: "panowie, na zagrywce idziemy na całego, bo jak będziemy serwowali tak, jak do tej pory, to z nimi nie pogramy".

 

Różne rzeczy można powiedzieć w szatni, tylko potem trzeba umieć  to wykonać na boisku.  Grali we własnej hali, jeżeli faktycznie postawili na ryzyko, bo serwowali mocno, to im się to udawało. Dziś byli od nas lepsi.

 

Marcin Możdżonek najprawdopodobniej naderwał mięsień, co będzie wiadomo dopiero po badaniach. Jak taka sytuacja wpływa na pozostałych zawodników będących na boisku? To zostaje gdzieś z tyłu głowy, czy wyrzucacie to poza siebie tak, jakby nie miało to miejsca?

 

Staramy się o tym nie myśleć. Była to sytuacja o tyle specyficzna, że grał z nami zupełnie nowy zawodnik (Barthelemy Chinenyeze), więc próbowaliśmy wprowadzić element zaskoczenia, ale sami też nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać. Starał się jak mógł, ale jeszcze z nami nie trenował. W przyszłości na pewno będzie lepiej. Marcinowi życzę, żeby to nie była poważna kontuzja.

 

Rozmowa w załączonym materiale wideo.