Na rozgrzewkę zawodnicy zespołu mistrza Polski wyszli w koszulkach z napisem „Bisu – trzymaj się”. Był to wyraz wsparcia dla Bartłomieja Bisa, który w ligowym meczu ze Spójnią Gdynia doznał groźnej kontuzji i do gry prawdopodobnie wróci dopiero pod koniec roku. W kadrze na to spotkanie zabrakło także uskarżającego się na ból pleców chorwackiego rozgrywającego Marko Mamica.

 

Wynik meczu otworzył słoweński obrotowy Mieszkowa Vid Poteko, ale kielczanie odpowiedzieli bramkami Krzysztofa Lijewskiego i Mateusza Jachlewskiego. Mistrz Białorusi, który bez względu na wynik tej konfrontacji miał pewny awans do fazy pucharowej, nie zamierzał łatwo oddawać pola. W 11. min Sławomira Szmala pokonał Petar Djordjic i białoruski zespół prowadził 9:7.

 

Riposta VIVE była jednak błyskawiczna. W ciągu dwóch minut kielczanie zdobyli trzy bramki (Lijewski, Mariusz Jurkiewicz i Jachlewski) i wyszli na prowadzenie 10:9. Przez pierwsze 20 minut spotkanie było bardzo wyrównane, a wynik najczęściej oscylował wokół remisu. Od stanu 14:14 wyższy bieg włączyli jednak gospodarze, którzy po pięciu bramkach z rzędu w 26. min wygrywali już 19:14.

 

Niemoc drużyny gości przerwał dopiero Siergiej Szyłowicz, który trzykrotnie w ciągu dwóch minut pokonał Szmala. Rozgrywający Mieszkowa w pierwszej odsłonie pojedynku zdobył sześć bramek i był zdecydowanie najjaśniejszą postacią swojego zespołu. Kielczanie odpowiedzieli trafieniem Mateusza Kusa i po 30 minutach prowadzili 20:17.

 

Drugą odsłonę mistrzowie Polski rozpoczęli od bramki z karnego Darko Djukica i trafień Jachlewskiego i Jurkiewicza. W 34. min VIVE wygrywało już 23:17 i zdenerwowany trener Siergiej Bebeszko poprosił o czas. Nie wytrąciło to jednak z rytmu zespołu z Kielc, który dwie minuty później po bramce Lijewskiego powiększył prowadzenie do ośmiu trafień – 26:18.

 

Wynik ten uśpił drużynę kielecką, co bezlitośnie wykorzystali rywale. Mieszkow w ciągu czterech minut zdobył trzy bramki z rzędu i w 41. min po trafieniu z karnego byłego zawodnika VIVE Rastko Stojkovica przegrywał już tylko 21:26. Dwie minuty później goście zdobyli 22. bramkę (Dzianis Rutenka) i Tałant Dujszebajew poprosił swoich podopiecznych na męską rozmowę.

 

Rady poskutkowały, bo najpierw syn szkoleniowca Alex, a później Manuel Strlek pokonali Ivana Mackiewicza i na kieleckiej ławce zrobiło się trochę spokojniej (28:22 – 46. min). Kiedy na 10 minut przed końcem rozgrywający bardzo dobre spotkanie Dujshebaev po raz szósty pokonał bramkarzy przeciwnika, zespół z Kielc prowadził 31:23 i miejscowi fani rozpoczęli już świętowanie sukcesu. Gościom udało się tylko zmniejszyć rozmiary porażki.

 

VIVE pokonało Mieszkowa Brześć 33:28 i teraz kielczanie czekać będą na wynik niedzielnego meczu lidera grupy Paris Saint-Germain z niemieckim THW Kiel. Zwycięstwo francuskiego zespołu zapewni im czwartą lokatę w grupie B na koniec fazy zasadniczej. Wtedy ich rywalem w pierwszej rundzie play off będzie węgierski Pick Szeged.

 

PGE VIVE Kielce - Mieszkow Brześć 33:28 (20:17)

 

PGE VIVE Kielce: Sławomir Szmal, Filip Ivic – Michał Jurecki 3, Alex Dujshebaev 6, Mateusz Kus 2, Julen Aginagalde 1, Karol Bielecki 1, Mateusz Jachlewski 3, Manuel Strlek 4, Blaz Janc 1, Krzysztof Lijewski 4, Mariusz Jurkiewicz 2, Uros Zorman 1, Dean Bombac 1, Darko Djukic 4

 

Mieszkow Brześć: Ivan Pesic, Ivan Mackiewicz – Dzianis Rutenka 4, Andrej Jaszczanka, Andrej Jurynok 1, Vid Poteko 2, Dmitrij Nikulenkow 1, Rastko Stojkovic 4, Ljubo Vukic 2, Rajko Prodanovic 1, Pavel Horak, Simon Razgor 1, Artsiom Selwasiuk, Petar Djordjic 4, Siergiej Szyłowicz 6, Aleh Astraszapkin 2