Trenujący ze swoim bratem Tomaszem lekkoatleta dotychczas specjalizował się w biegu na dystansie 800 m, ale już w zeszłym sezonie coraz częściej pojawiał się na 1500 m. W niedzielę wykorzystał bardzo wolne tempo i w końcówce wykazał się najlepszą szybkością. - To, co się działo na bieżni, wymagało niesamowicie zimnej, spokojnej głowy. Jestem starym lisem i potrafię się zachować w każdej sytuacji. Nie zawsze jest jeszcze moc w nogach, ale teraz się udało. Bardzo wolne bieganie, ludzie się tasowali, kotłowali, wyprzedzali. Najważniejsze było, żebym wyszedł w odpowiednim momencie. Nie patrzyłem nawet, że wyprzedzam po czwartym torze. Wiedziałem, że ta decyzja to być albo nie być. Udało się i wracam z upragnionym medalem do domu - powiedział.

 

On sam starał się aż do samego końca nie angażować w bieg. Czekał, co zrobią rywale, a niskie tempo było dla niego tylko z korzyścią. - Na szybszym tempie powinno zależeć bardziej moim rywalom, jestem byłym 800-metrowcem i jestem z nich najszybszy. Nie zrobili tego, a los mi sprzyjał. Oczywiście medal mnie bardzo cieszy, ale nic mnie tak nie uszczęśliwi jak czas spędzony z rodziną – podkreślił i ocenił, że to największy sukces w jego karierze.

 

„To jest wprawdzie hala, ale mistrzostwa świata, w stawce byli medaliści igrzysk, MŚ, goście z dużo lepszymi życiówkami niż ja” - zauważył.

 

Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL) nie ma jednak zamiaru jeszcze całkowicie rezygnować z rywalizacji na 800 m. - Szybkość jest moją bronią na 1500 m. To idealny przykład na to, że muszę nadal skupiać się na 800 m. Oczywiście nie marzą mi się życiówki na poziomie 1.42, ale 1.44 chcę utrzymywać - powiedział.

 

W Birmingham dzielił pokój z Adamem Kszczotem, który dzień wcześniej wygrał rywalizację na 800 m. - Wiedziałem, że muszę się regenerować, ale ambicja mi nie pozwalała zasnąć. Chciałem poczuć ten medal, bo może to tylko psychologia, ale chciałem wziąć go do ręki i poczuć jego moc. Do złota zabrakło minimalnie, ale to nie ma dla mnie znaczenia, Adam jest zawodnikiem, któremu w kolekcji brakowało tylko tego koloru, a ja dopiero otworzyłem swój worek z medalami mistrzostw świata – zaznaczył.

 

Od dwóch lat Lewandowski współpracuje z psychologami i ma całkowicie inne nastawienie. - Oni też widzą, że mam pozytywną energię i jestem mocno nastawiony na sukces. Nie wiem do końca, czym to jest spowodowane, ale od jakiegoś czasu zmieniłem nastawienie. Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Przestałem bać się przegrywać, to jest chyba kluczem do sukcesu. Po prostu robię swoje i walczę o swoje marzenia - skomentował.

 

Teraz mistrz Europy z 2010 roku wraca do Polski i spędzi kilka dni z rodziną. Wybiorą się do SPA w Pogorzelnicy. 13 marca ma już wylot na kolejne zgrupowanie – tym razem miesięczne do USA. - Później uda się może zorganizować obóz w Maroku, gdzie może się spotkam z Kszczotem - dodał.

 

Przez najbliższe trzy lata Lewandowski ma zamiar poświęcić się sportowi. - A po igrzyskach w Tokio zacząć normalnie żyć. Ciągle myślę, że w 2020 roku zakończę karierę, choć Adam Kszczot mi ciągle powtarza, że za trzy lata mi to przypomni i jest pewien, że dalej będę biegał. Może i tak będzie. Sam sobie też tego życzę, bo chciałbym robić to jak najdłużej, sprawia mi to radość, ale nawet jeśli tak się stanie, to więcej czasu chcę spędzać z rodziną. Może nawet będę cały rok trenował w Polsce - powiedział.

 

W tym roku Lewandowski skończy 31 lat. - Ale czuję się niesamowicie. Tak, jak powiedział tenisista Roger Federer – wiek to tylko cyferki, nic więcej, ja też tak do tego podchodzę. Czuję się świetnie, a najważniejsza jest głowa - ocenił.

 

Polacy w Birmingham wywalczyli pięć medali. Impreza zakończyła się w niedzielę.