Biało-czerwoni w Anglii wywalczyli pięć miejsc na podium i zajęli trzecie miejsce w tabeli medalowej.

- To był piękny weekend. Można powiedzieć, że trwa nasza złota era, bo przecież worek medali regularnie przywozimy z każdej dużej imprezy. Sukcesy nie są dziełem przypadku, czy chwili, lecz regułą. Dobre czasy dla naszej lekkiej atletyki zaczęły się w 1998 roku na mistrzostwach świata w Budapeszcie, a od igrzysk olimpijskich w Sydney (2000) to już pasmo doskonałych występów. Nasza lekkoatletyka jest w światowej czołówce – podsumował rekordzista kraju w skoku wzwyż (2,38).

Partyka podkreślił, że zawody w Birmingham były dla Polski najlepszymi halowymi mistrzostwami świata w historii. Jak dodał, ukoronowaniem świetnych startów był złoty medal i rekord globu męskiej sztafety 4x400 m.

- Wygrać z rekordem świata z Amerykanami w konkurencji, która od lat jest zarezerwowana wyłącznie dla nich, to coś niesamowitego. To był nieprawdopodobny bieg i nieprawdopodobna ostatnia zmiana Jakuba Krzewiny, który po latach kontuzji eksplodował całym swoim talentem. Rzadko kiedy w polskim sporcie mamy momenty, w których triumf jest tak spektakularny - stwierdził wicemistrz igrzysk z Atlanty (1996) oraz brązowy medalista z Barcelony (1992).

Nadmienił, że ten sukces, to zasługa trenera Józefa Lisowskiego, który w osobach Karola Zalewskiego, Rafała Omelko, Łukasza Krawczuka i Krzewiny stworzył "team 400 wersja 2.0" z perspektywą startu na igrzyskach w Tokio w 2020 r.

Były lekkoatleta zwracał również uwagę na perfekcyjne biegi Adama Kszczota (800 m) i Marcina Lewandowskiego (1500 m). Dodał, że obaj w światowym topie są od ośmiu sezonów, co na tym dystansie jest naprawdę rzadkie.

- To świadczy o ich ogromnej klasie. Ale to samo możemy powiedzieć o Piotrze Lisku, który kolejny rok jest w czołówce, choć poziom skoku o tyczce poszedł bardzo w górę - zaznaczył wychowanek ŁKS Łódź.

Wicemistrz olimpijski wskazał na ogromną skuteczność biało-czerwonych, bowiem z 25-osobowej kadry aż 11 lekkoatletów wróciło z Birmingham z medalami. Jak przyznał "mogło być jeszcze lepiej", ponieważ w opinii byłego skoczka wzwyż na trzecie miejsce mógł wskoczyć Sylwester Bednarek, a na podium stać kulomiotów – Konrada Bukowieckiego i Michała Haratyka oraz tyczkarza Pawła Wojciechowskiego.

Partyka dodał, że te sukcesy będą "nieocenionym zastrzykiem dowartościowania i doładowania polskich lekkoatletów". W jego opinii obecnie polska lekkoatletyka jest w czołowej piątce na świecie i – jak mówił - nie powinna szybko wypaść z tego topu. Jak bowiem tłumaczył, do kadry cały czas wchodzą nowi utalentowani zawodnicy. Wskazał, że przykładem tego jest m.in. team kobiet na 400 m, który w Anglii zdobył srebrny medal w sztafecie.

- Myślę, że polska ekipa na mistrzostwa Europy w Berlinie (7–12 sierpnia) będzie jedną z najliczniejszych i spodziewam się tam ponad 10 medali. Trzeba pamiętać, że dołączą nasi kolejni faworyci - Anita Włodarczyk, Paweł Fajdek, czy Piotr Małachowski - ocenił utytułowany lekkoatleta.