„Zawsze mogliśmy zająć drugie miejsce, a nie trzecie” – śmiał się. Polacy przegrali jedynie z Amerykanami i Etiopczykami. Jak zaznaczył szef związku reprezentacja nie przyjechała w najmocniejszym składzie, bo start w imprezie nie był obligatoryjny.

„Postawiliśmy sobie za cel sezon letni, a o halowym decydowali trenerzy i zawodnicy. Jestem zdania, że pod dachem powinni startować lekkoatleci z konkurencji szybkościowych, a pozostali muszą sami rozważyć” – dodał.

Olszewski, który wcześniej był trenerem m.in. dwukrotnego mistrza olimpijskiego w pchnięciu kulą Tomasza Majewskiego, a potem dyrektorem sportowym związku, uważa, że sezon halowy to specyficzny czas i nie wszyscy muszą w nim uczestniczyć.

„Jeśli ktoś później zaczął treningi i chce odpocząć trochę po sezonie poprzednim, to odpuszczenie rywalizacji pod dachem jest dobrym wyborem. W konkurencjach szybkościowych zawsze zalecam starty w hali, bo to trochę pobudza i daje kopa na wyższy poziom” – powiedział.

On sam w związku pracuje już od 40 lat. „I nigdy nie miałem kłopotów z wymienieniem najlepszych zawodników, a w tej chwili zaczynam się gubić i szukać. Jest natłok lekkoatletów. To idzie w dobrym kierunku, obyśmy mieli tylko za co szkolić” - podkreślił.

Impreza w Birmingham, która trwała od czwartku do niedzieli, charakteryzowała się mnóstwem dyskwalifikacji w konkurencjach biegowych. W sumie było ich 13, a wiele decydowało o pozycjach medalowych.

„Nie chciałbym zabierać w tej sprawie głosu, ale dziwnym trafem składa się, że w 2003 roku, kiedy impreza była w tym samym miejscu, też było najwięcej dyskwalifikacji. Nie wiem dlaczego, ale myślę, że komisja sędziowska IAAF powinna się nad tym zastanowić i się tym zająć” - podkreślił.

Jego zdaniem to odbiera sens rywalizacji i smak medalu.

„Najlepiej zdobyć medal w boju, wtedy jest też lepsze samopoczucie, bo jak dostaję złoto, a wiem, że oglądałem plecy przeciwnika, to nie jest chyba za bardzo sportowe” – ocenił Olszewski.

Złote medale w polskiej ekipie zdobyli w biegu na 800 m Adam Kszczot i męska sztafeta 4x400 m. Skład: Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina nieoczekiwanie nawet dla samych siebie poprawił halowy rekord świata.

„Trener Józef Lisowski zbiera sztafetę i jest bardziej jej menedżerem. Konkurencja indywidualna spowodowała, że chłopcy są u różnych trenerów i może to jest moment, w którym rywalizują o miejsce w sztafecie. To się rozwinęło błyskawicznie. Wrócił Krzewina po kontuzji, w końcu Zalewski podjął decyzję o przejściu na 400 m i tak się bardzo dobrze złożyło. Teraz trzeba tylko dwóch pewnych chłopaków rezerwowych znaleźć” – podsumował.

To były najlepsze dla Polski halowe mistrzostwa świata w historii. Wprawdzie z pięcioma medalami lekkoatleci wracali też w 1999 roku z Maebashi, ale wówczas były one z mniej cennego kruszcu.

Srebro w Birmingham wywalczył Marcin Lewandowski w biegu na 1500 m i damska sztafeta 4x400 m, a brązowy tyczkarz Piotr Lisek.