Zawodniczka AZS AWF Katowice nietypowo dla siebie rozpoczynała sztafetę. Zazwyczaj to ona właśnie ją kończy.

„Miałam za zadanie zejść jako druga, troszeczkę mi się to nie udało, bo dziewczyny poszły va banque pierwsze 200 m, ale nieco ich to później kosztowało. Walczyłam do samego końca” – powiedziała.

O halowym rekordzie Polski nawet nie marzyła. „Zawsze spinałyśmy się na ten rekord, zawsze troszeczkę brakowało, a tutaj pobiłyśmy go o trzy sekundy, to cieszy. Tym bardziej, że wywalczyłyśmy po raz kolejny srebro halowych mistrzostw świata” - dodała.

Druga – Patrycja Wyciszkiewicz, musiała na swojej zmianie trochę przepychać się łokciami.

„Był straszny kocioł. Taktycznie przeczekałam, cofnęłam się, zrobiłam miejsce Justynie, one się tam biły, ja sobie kulturalnie stałam i czekałam na pałeczkę. Podeszłam do tego racjonalnie” – oceniła.

Od trenera Aleksandra Matusińskiego dostała za zadanie, by... „złapać się w pociągu i biec za pierwszymi zespołami. Byłyśmy świadome, że Stany Zjednoczone na pewno będą przed nami”.

Biało-czerwone metę minęły jako trzecie – za Amerykankami i Jamajkami, ale „skorzystały” na błędzie tej drugiej ekipy, która za przekroczenie strefy zmian została zdyskwalifikowana.

„Myślę, że z trzecią zmianą poradziłam sobie o wiele lepiej niż z ostatnią dzień wcześniej. Wiedziałam, że Patrycja ma dużą przewagę, dlatego też byłam dość spokojna i mogłam pobiec swoje” – dodała.

Sztafetę kończyła Małgorzata Hołub-Kowalik. To nietypowe ustawienie, o którym trener Matusiński poinformował dziewczyny w niedzielę.

„Strasznie się zestresowałam. Pomyślałam, że ja nie mam takiej końcówki jak Justyna, co to będzie. Ale przyszłam do pokoju, przeanalizowałam. Wiedziałam, że dziewczyny pobiegną rewelacyjnie, tak też było i miałam czystą sytuację. Trener mi powiedział, że jeżeli będę na medalowej pozycji mam ruszyć szybko, żeby rywalkom, które są za mną odechciało się mnie gonić” – przyznała zawodniczka Bałtyku Koszalin.

Hołub-Kowalik od lat biega w polskiej sztafecie. Ma w dorobku brązowy medal ze stadionu i srebrny sprzed dwóch lat z hali – obie imprezy to mistrzostwa świata.

„Zdecydowanie najważniejszym medalem dla mnie jest ten z Londynu. Natomiast jeżeli mam porównywać ten krążek z tym zdobytym dwa lata temu w Portland, to uważam, że ten jest zdecydowanie bardziej cenny. Sam wynik mówi za siebie. Myślę, że rywalki widząc napis Polska już wiedzą, że będzie to ciężki bieg z nami i nie będzie nas tak łatwo pokonać” - podkreśliła.

Polacy wywalczyli w sumie pięć medali. Impreza trwała od czwartku do niedzieli.