Maciej Turski: Wiemy z kim zmierzysz się na gali we Wrocławiu o pas mistrzowski. Philip de Fries - nowy nabytek organizacji KSW. Jak go oceniasz i czy powinien otrzymać w debiucie walkę o pas?

 

Michał Andryszak: Zawodnik całkiem niezły, z dobrym zapleczem grapplinowym. Miał przeszłość w UFC. Jeśli chodzi o europejski rynek to bardzo przyzwoity rywal. Sami wiemy, jaka jest sytuacja wagi ciężkiej w KSW. Na tę chwilę, jeżeli chciałem walczyć, to nie było innej możliwości niż ściągnąć kogoś zza granicy.

 

On ma tyle samo poddań, co Ty nokautów. Mniej więcej te statystyki się tak układają w waszych rekordach. Myślisz, że on będzie szukał parteru i w tej płaszczyźnie szukał swojej szansy?

 

Myślę, że era parterowców, stójkowiczów i zapaśników się zakończyła. Dziś są to pojedynki zawodników MMA. Ktoś może mieć większe skłonności do jednej z płaszczyzn, ale teraz kto chce być najlepszy, musi w każdej płaszczyźnie mieć swoje asy. Tak samo będzie w tej walce. Parter to jego domena, większość pojedynków poddał. Ja raczej nokautowałem, ale potrafię poddać i uważam, że on też będzie umiał nokautować.

 

Czy Ty mentalnie już w tym momencie jesteś gotowy, aby w takim wieku przejąć koronę kategorii ciężkiej, zostać mistrzem dywizji królewskiej?

 

Myślę, że wiek nie ma tu znaczenia. Zwyciężam kolejne walki i jestem blisko tego pasa. Jeżeli wygram z Philipem to będę dobrym mistrzem i zrobię wszystko, by zostać nim jak najdłużej. Może jest dodatkowa presja, ale tak samo się martwiłem przed galą na PGE Narodowym, że ta presja mnie zdusi, a to zadziałało motywująco.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.