Bożydar Iwanow: Nie wiem czy Holendrzy używają takiego określenia jak „pozamiatane”, ale wygląda na to, że właśnie wygląda sprawa tytułu dla PSV Eindhoven.


Mariusz Moński: W mojej opinii mają to jak w banku. Strata dziesięciu punktów jest za duża, tym bardziej, że do końca zostało osiem kolejek. Nikt nie miałby szans tego nadrobić. Tym bardziej Ajax, z taką grą jak ostatnio.


Pamiętasz taką historię w Eredivisie by ktoś odrobił takie zaległości?


Kiedyś Ajax w teoretycznie beznadziejnej sytuacji dogonił PSV ale w zdecydowanie dłuższym okresie. Decydujące rozstrzygnięcie miało miejsce już przed tygodniem. Amsterdamczycy u siebie zremisowali z ADO Den Haag. Gdyby wygrali ciągle mieliby pięć oczek straty. Do tego bezpośredni mecz z liderem, Poza tym liczyli, że w Rotterdamie potknie się PSV. Taki scenariusz jednak się nie sprawdził.

Co poszło nie tak tej wiosny?


Zaczęło się jeszcze w grudniu. Chyba niepotrzebne było  zwolnienie Marela Keizera, bo tak naprawdę Erik Ten Hag nie miał czasu aby przez kilka tygodni odcisnąć na zespole swoje piętno.  Do tego musiał bazować na tych samych ludziach, bo doszedł tylko Nicolas Tagliafico, a to lewy obrońca.  A w Amsterdamie wyniki potrzebne były od zaraz. Tu nikt nie będzie czekał. Ale teraz muszą. Ostatnią paterę za tytuł odebrali przecież cztery lata temu…

Ajax nie ma lepszego składu do PSV?


Na początku sezonu wydawało mi się, że także Feyenoord jest mocniejszy kadrowo od klubu z Eindhoven. PSV gra cały sezon praktycznie czternastką-piętnastką piłkarzy. Omijają ich poważniejsze kontuzje. Nawet transfer Jurgena Locadii do Brighton im nie przeszkodził punktować. I mają straszny fart. Nawet teraz z Utrechtem rywal na początku zmarnował dwie „setki”, a potem strzelił sobie „swojaka”. Luukowi De Jongowi wyszła przewrotka i było po meczu. Ajax w tego typu meczach remisował.

Skoro wspominasz o Utrechcie to jak oceniasz Mateusza Klicha?


Pozytywnie. Z tych trzech klubów, w których był – czy jest – w Eredivisie (wcześniej Zwolle i Twente przyp. BI) Utrecht jest najmocniejszy. Na początku przyglądał się drużynie  spoza boiska, nie wprowadzono go na „chybił-trafił”.  Musiał poczuć ten zespół. Ale jak już wszedł do „11” to już został. Drużyna gra nietypowo na dwójkę napastników i Klich najlepiej czuł się za ich plecami. Ale po kontuzji Zakarii Labyada pozmieniało się ustawienie, Klich gra głębiej i nie jest już tak wpływowy na grę ofensywną. To sytuacja podobna do tej Piotra Zielińskiego, który też lepiej czuje się wyżej. Ale chyba jest wart sprawdzenia ponownie w reprezentacji. Ma pewny skład w drużynie, która latem wyeliminowała Lecha Poznań w eliminacjach do Ligi Europy. Gorszy od Krzysztofa Mączyńskiego z pewnością nie jest.

 

W załączonym materiale wideo dwie asysty Mateusza Klicha z meczu z Rodą.