W siedmiu poprzednich sezonach Grizzlies zawsze grali w fazie play off. Obecny cykl od początku jednak nie układał się po ich myśli. Tylko w 12 meczach zdołał wystąpić ich podstawowy rozgrywający Mike Conley, który z powodu przewlekłych problemów ze ścięgnem Achillesa w tym sezonie już nie zagra.

 

Ekipa z Memphis jest obecnie najsłabsza w lidze, jej bilans to 18 zwycięstw i 45 porażek.

 

Rozgrywki 2017/18 nie układają się także po myśli Spurs. Teksańczycy wciąż muszą sobie radzić beż największej gwiazdy Kawhiego Leonarda, który z powodu problemów z mięśniem uda zagrał tylko w dziewięciu meczach. "Ostrogi" przegrały osiem z poprzednich dziesięciu meczów i w oczy zajrzało im widmo braku awansu do play off. Ostatni raz w fazie pucharowej zabrakło ich w 1997 roku.

 

Słabych Grizzlies udało im się pokonać dzięki dobrej postawie w końcówce. W połowie ostatniej kwarty na tablicy wyników widniał remis. - W kluczowych momentach skupiliśmy się na obronie i to przyniosło efekt. Ten element wciąż wymaga poprawy, ale na razie najważniejsze jest to, że wygraliśmy - podkreślił trener Spurs Gregg Popovich.

 

Nieoczekiwanym bohaterem gospodarzy był Parker, który mecz zaczął na ławce rezerwowych. Kiedy w końcu pojawił się na parkiecie szybko złapał właściwy rytm. Nie zawodził również wtedy, gdy miało to największe znaczenie. W czwartej kwarcie w osiem minut zdobył osiem punktów. - To był po prostu stary dobry Tony - komplementował blisko 36-letniego kolegę Danny Green.

 

Wśród pokonanych wyróżnił się Hiszpan Marc Gasol - 23 punkty i 10 zbiórek.

 

Spurs (37-27) w tabeli Konferencji Zachodniej zajmują piąte miejsce. Od dziewiątych Los Angeles Clippers mają jednak tylko o trzy zwycięstwa więcej, a teraz czeka ich seria trzech ciężkich, wyjazdowych meczów z broniącymi tytułu Golden State Warriors, Oklahoma City Thunder i Houston Rockets.