Po efektownej demolce na Stadionie Smoka w Porto, rewanż na Anfield był tylko formalnością. FC Porto miało oczywiście szanse odrobić pięciobramkową stratę, jednak mało kto wierzył w taki scenariusz. Zaliczka Liverpoolu z pierwszego spotkania pozwoliło im spokojnie rozegrać rewanż, w którym siły oszczędzał między innymi Mohamed Salah.

Egipcjanin zapowiadał brak taryfy ulgowej w rewanżu, jednak w tym wypadku z wielkiej chmury spadł mały deszcz. Spotkanie było mało porywające, a zawodnicy obu drużyn uraczyli widzów jedynie sześcioma strzałami w światło bramki przez 90 minut. Ziewano zarówno na boisku, jak i poza nim. The Reds mieli przewagę, jednak ich zabójcza ofensywa wystrzelała się już w pierwszym spotkaniu, a rewanż potraktowano jako formalność.

Dla fanów Liverpoolu awans do ćwierćfinału Champions League to wielkie święto. Klub znajdzie się tam po raz pierwszy od sezonu 2008/2009, gdy w tej fazie rozgrywek odpadali z Chelsea.

Liverpool FC - FC Porto 0:0 - awans: Liverpool (pierwszy mecz 5:0)

Liverpool: Karius; Gomez, Matip, Lovren, Moreno; Can (Klavan 80'), Henderson, Milner; Mane (Salah 74'), Firmino (Ings 62'), Lallana

Porto: Casillas; Pereira, Felipe, Reyes, Dalot; Costa, Torres, Andre (Sergio Oliveira 62'), Corona; Majeed (Pereira 68'), Aboubakar (Paciencia 80')

Żółte kartki: Henderson - Andre, Dalot