Przed nim podobny problem mieli Erik Morales, Francisco Vargas czy pod koniec ubiegłego roku Luis Nery. Środek, który wykryto u byłego już mistrza WBC to wprawdzie zilpaterol, ale działa jak clenbuterol i właściwie się od niego nie różni.  Tłumaczenie Luisa Nery było więc podobne: jadłem skażone mięso.

 

Meksykanin wygrał wtedy przez nokaut z Japończykiem Yamanką, ale tytułu mu nie odebrano. Zrobiono to dopiero przed rewanżem, gdy nie uzyskał wymaganego limitu wagi koguciej.  

 

Na razie więc Saul Alvarez też może spać spokojnie, nikt go nie zdyskwalifikuje przed zaplanowanym mega pojedynkiem z Giennadijem Gołowkinem. Wystarczy, że przeniesie przygotowania do USA, co już zapowiedział.

 

Nie wszyscy u których wykryto clenbuterol mieli tyle szczęścia. Polski kajakarz Adam Seroczyński do dziś walczy bezskutecznie o swoje dobre imię. A przecież u niego też wykazano śladowe ilości tego zakazanego środka (0,27 nanograma w próbce A i 0,35 w próbce B). Inni, którzy tłumaczyli się, że dostał się do ich organizmów w wyniku spożywania skażonego mięsa znaleźli zrozumienie, a Seroczyński niestety nie. A przecież miało to miejsce na igrzyskach w Pekinie, a Chiny były jednym z krajów, gdzie ten problem fatycznie występował.

 

Przewodniczącym komisji dyscyplinarnej orzekającej o winie i karze dla Polaka był wtedy Thomas Bach, dziś szef MKOL.  Argument, że Seroczyński był jedynym podczas igrzysk w Pekinie, który sięgnął po clenbuterol, upadł w ubiegłym roku, po sensacyjnych informacjach niemieckiej telewizji ARD, która poinformowała o wyciszeniu przez MKOL i WADA sprawy wykrycia u jamajskich sprinterów, przy ponownym badaniu próbek z Pekinu, właśnie tego środka.

 

Po clenbuterol wielkie gwiazdy sportu sięgały już dawno temu. Byłem na lekkoatletycznych ME w Splicie (1990), gdzie królowała 21 letnia Niemka z byłej NRD, Katrin Krabbe. Ta wysoka, mierząca 183 cm wzrostu blondynka zdobyła tam trzy złote medale: w sprintach na 100 (10,89) i 200 metrów (21,95), oraz w sztafecie 4x100 m.

 

Rok później Krabbe była najszybsza na 100 i 200 m podczas mistrzostw świata w Tokio i wydawała się murowaną kandydatką do złotych medali na igrzyskach w Barcelonie (1992). Ale nie dane jej było tam wystąpić, bo wcześniej, wraz ze swoimi koleżankami, Silke Moller i Grit Breuer, została złapana na stosowaniu  clenbuterolu.

 

Krajowa federacja ukarała je wtedy roczną dyskwalifikacją, ale światowe władze przedłużyły ten okres do dwóch lat. Krabbe nie wróciła już na bieżnię.

Słynny hiszpański kolarz Alberto Contador za śladową obecność clenbuterolu też został zdyskwalifikowany, ale na krótko, co nie odbiło się na jego karierze, ale osad oczywiście pozostał.

 

Wszyscy tłumaczyli się podobnie jak Saul Alvarez, że zakazany środek wykryty w ich organizmie znalazł się tam bez ich wiedzy. Ale nie wszyscy znaleźli zrozumienie.

Większość dyskwalifikowano, niektórym wybaczano. Sprawę jamajskich sprinterów, którzy posiłkowali się tym środkiem podczas igrzysk w Pekinie (2008) zamieciono po latach pod dywan. A meksykańskim bokserom pogrożono tylko palcem.

 

Saul Alvarez (wykryte stężenie 0,6–0,8 nanograma, a więc sporo więcej niż Seroczyńskiego) przeprosił i obiecał, że teraz będzie grzecznym chłopcem, który nie zje już więcej skażonego mięsa serwowanego w Meksyku. Do walki z Giennadijem Gołowkinem będzie się teraz przygotowywał w USA. Dodajmy koniecznie: wielkiej walki o mistrzowskie tytuły w wadze średniej, fascynującej bokserskiej wojny, która przyniesie zapewne gigantyczne zyski i liczone w dziesiątkach milionów dolarów honoraria dla obu pięściarzy. A w takich sytuacjach jakoś łatwiej przymyka się oko.

 

Ale w świecie w którym od zawsze byli równi i równiejsi, to nie powinno dziwić. Od igrzysk w Barcelonie (1992), gdzie wystąpili „wyjęci spod prawa” koszykarze NBA (swój start uzależnili od zwolnienia z poddania się badaniom  dopingowych, na co przystał ówczesny szef MKOL, Juan Antonio Samaranch) mnie też nie dziwi. I już wtedy, jak dobrze pamiętam, bo tam byłem, nie dziwiło  nikogo.