Od pewnego czasu w lidze nie było mocnych na zespół z księstwa. Monaco nie zaliczało większych wpadek, wręcz przeciwnie szło jak burza. Ostatnią porażkę w Ligue 1 poniosło pod koniec listopada. Mimo, że marzenia o mistrzostwie prysły już jakiś czas temu, to podopieczni Leonardo Jardima nie tracili motywacji do kolejnych triumfów. W starciu z przeciętnym Strasbourgiem, który ostatnio odpadł z Pucharu Francji z trzecioligowcem, Monaco wydawało się zdecydowanym faworytem. Glik, który z powodu nadmiaru żółtych kartek opuścił poprzednie spotkanie swojej ekipy z Bordeaux, tym razem zaczął mecz od pierwszej minuty. 

 

Od początku też wszystko na to wskazywało, już w piątej minucie Stevan Jovetic otworzył wynik spotkania. Na odpowiedź rywali nie trzeba było czekać nawet kwadrans, gdyż już w 19. minucie padła bramka wyrównująca. Z niej jednak gospodarze cieszyli się zaledwie 120 sekund, gdyż Rony Lopes znowu wyprowadził Monaco na prowadzenie. Jeszcze przed przerwą podwyższył Fabinho.

 

Wydawało się, że nic nie może odebrać trzech punktów piłkarzom Jardima. Gospodarze robili dużo, by zdobyć kontaktową bramkę, tworzyli więcej sytuacji i byli groźniejsi pod bramką rywali. Drugie 45 minut goli już nie przyniosło. Monaco umocniło się na pozycji wicelidera.

 

Strasbourg - Monaco 1:3 (1:3)

 

Bramki: Bahoken 19 - Jovetic 5, Lopes 21, Fabinho 41

 

Strasbourg: Oukidja - Lala (Ndour 82'), Kone, Martinez, Seka - Martin (Grimm 65'), Aholou, Lienard - Bahoken, Blayac, Terrier (Corgnet 47')

 

Monaco: Subasic - Sidibe (Toure 64'), Glik, Jemerson, Raggi - Moutinho, Fabinho - Keita (Tielemans 79'), Lemar (Ghezzal 85'), Rony Lopes - Jovetic

 

Żółta kartka: Rony Lopes