Krystian Natoński: Panie trenerze, chyba można być zadowolonym, że skończyły się mrozy, bo dzięki temu będzie można szybciej wyjechać na tor.

Marek Cieślak: To były mrozy? Kto tak powiedział, że to były mrozy?

Domyślam się, że dla pana pewnie nie. Zapewne doświadczył pan o wiele większych.

Powiem tak – 1963 rok, cała zima trzydzieści stopni na minusie i śnieg po pas.

Więc jak słyszy pan teraz swoich zawodników, że jest mróz to chyba towarzyszy panu uśmiech?

Na żużel taka pogoda jest zdecydowanie za mroźna, bo żużel to nie jest sport zimowy tylko wiosenno-letnio-jesienny. Tor jest zamarznięty już przy minus dwóch stopniach i wtedy nic się nie da z tym zrobić. Dzisiaj zapomnieliśmy już o tych zimach jakie kiedyś bywały, ale żużel to jest żużel i tory nie mogą być zamarznięte. Do normalnego życia nie nazwałbym tego co było mrozami, ale już dla zawodników do jazdy tak.

Posiada pan w swoim domu sporą hodowlę psów. One chyba lubią jak jest zimno?

Prapraprapradziakowie tych psów to na pewno lubili, ale te obecne to już mają klimatyzację, siedzą w dobrych warunkach, więc jak wypadną na dwór to parę minut i wszystkie wracają z powrotem do domu. Można powiedzieć, że są już zepsute (śmiech). Dawniej psy trzymało się na dworze, a dzisiaj mają one swoje pomieszczenia, ogrzewane z posadzkami – inny świat. Rasa została, ale to już nie te psy.

Jest pan niewątpliwie najbardziej utytułowanym polskim menadżerem. Tak się zastanawiam czy miał pan w przeszłości jakiegoś idola wśród trenerów do naśladowania?

Chyba nie, bo gdybym się na kimś wzorował to już dawno nie byłbym trenerem. Trudno się wzorować na kimkolwiek. Można się wzorować na kimś z innych dyscyplin, bo tu nie chodzi na temat wiadomości z żużla, tylko chodzi o samego trenera, jego osobowość. Jak sobie radzi w sytuacjach trudnych, konfliktowych, chodzi o umiejętność podejmowania trudnych decyzji. To dotyczy wszystkich trenerów – żużla, piłki oraz innych dyscyplin. To jest najważniejsze, bo na temat żużla praktycznie jak się zastanowić to wszyscy wiedzą to samo, ale nie wszyscy potrafią to egzekwować albo reagować w odpowiednim momencie. Bardziej chodzi tutaj o charakter, a wiedza jest na drugim miejscu.

Wciąż jest pan selekcjonerem kadry, ale doszło do zmiany w wydaniu klubowym. Po wielu latach wraca pan do macierzystego Włókniarza Częstochowa.

Wiedziałem, że jednego dnia wrócę, tylko nie myślałem, że już teraz. Spodziewałem się, że ten rok jeszcze będę na pewno w Falubazie. Można powiedzieć, że decyzja była spontaniczna i bardzo późna.

Był taki moment w przeszłości, że było bardzo blisko powrotu?

Były rozmowy, ale to nie były rozmowy, które by mnie przekonywały, że się rozmawia ze mną poważnie. Jeżeli rozmawia się ze mną koło WC (śmiech) na temat pracy, a później się dwa tygodnie ze mną nie kontaktuje, to ja to mam w nosie i idę swoją drogą. Muszę przyznać, że ten mój powrót do Częstochowy nabrał dużego przyspieszenia, bo nie spodziewałem się, że tak szybko to nastąpi.

Zaczęliśmy o pogodzie, więc skończmy naszą rozmowę pogodą. Można mieć obawy, że aura opóźni wyjazd na tor?

Oczywiście, ale zawsze sobie tłumaczę, że inni mają tak samo. Nie jesteśmy jedyni, którzy nie mogą, bo inni też nie mogą, więc zobaczymy jak to będzie. Wiele razy było ciężko, ale gdzieś tam jakiś tor w Polsce był już do użytku i potem pół Polski tam jechało, ostatnio często do Ostrowa, ponieważ tam jakoś tak się składa, że ta pogoda jest lepsza niż gdzieś indziej i można tam szybciej wystartować. Jak byłem w Zielonej Górze lub Tarnowie to często tam jeździłem.

Jak pan wcześniej wspomniał, w dawnych latach doświadczył pan minus trzydziestu stopni. Pytałem się pana podopiecznych i pod tym względem jest pan na pierwszym miejscu.

Boże. Co oni mogą wiedzieć o życiu seksualnym pszczół? (śmiech).