20-latek nie miał w życiu łatwo, a mało brakowało, by zmarnował swój talent. Nie jest oczywiście przesądzone, że jeszcze do tego nie dojdzie, ale biorąc pod uwagę, iż w porę poradził sobie z zachłyśnięciem sławą, to wszystko powinno iść w dobrą stronę. A Bailey od początku nie miał lekko, ale uratował go futbol. Wychowanie w jamajskiej dzielnicy Cassava Piece, w której nie ma żadnych atrakcji, a dominuje przestępczość, nie jest przyjemne.

 

Zostawiony przez ojczyma w wieku 15-stu lat

 

Futbol go uratował. Jego ojczym, który dzisiaj jest także jego agentem, Craig Butler zapisał go do miejscowej szkółki, w której Bailey nie miał sobie równych. Bardzo szybko wszyscy zrozumieli, że trafił im się prawdziwy diament. W związku z tym piłkarz przeniósł się najpierw do FC Liefering w Austrii, a następnie miał trafić do belgijskiego Genk. Plany pokrzyżowały jednak przepisy FIFA, które jasno mówiły, że 15-latkowi nie można oferować długoterminowego kontraktu.

 

Tak więc w 2012 roku świat zawalił się jemu oraz Kyle'owi - synowi ojczyma. Perspektywa gry w znacznie bardziej profesjonalnym klubie była już tak wyraźna, a jednak na koniec wszystko prysło jak mydlana bańka. Do tego wszystkiego Craig Butler... po prostu rozpłynął się w powietrzu, a niepełnoletni chłopcy prawie wylądowali na ulicy. Uratował ich Genk, który na kilka miesięcy zapewnił im szkołę oraz miejsce do wypoczynku. Do tego mogli trenować w klubie.

 

Butler tłumaczył później, że był w Meksyku, by uzyskać prawną zgodę na pobyt w Belgii. Później media informowały, że został on "uprowadzony oraz pozostawiony na pastwę losu". Po jego powrocie klub zaproponował mu rolę sponsora klubu, gdyż ten nie miał przy sobie ani grosza. To nie rozwiązało jednak problemów z pozwoleniem o pracę, a interwencja Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej sprawiła, że Butler zabrał Baileya z klubu i prawie podpisał kontrakt ze Standardem Liege! Dlaczego? Genk nie chciał innych Jamajczyków, chciał tylko Baileya. To miało go bardzo rozzłościć.

 

Wszystko, ale nie gra w piłkę

 

Koniec końców żaden z nich nie otrzymał zgody na pobyt w Belgii, stąd też musieli wrócić do ojczyzny. Nie na długo. Bailey był bliski przenosin do Ajaksu, ale ostatecznie wylądował w słowackim Trencinie. W 2015 roku w końcu trafił do Genk, by po kolejnych świetnych występach trafić za około 20 milionów euro do Bayeru Leverkusen, w którym jest do dzisiaj. Teraz jest wiodącą postacią, ale początki nie należały do łatwych.

 

Zresztą początek mógł bardzo szybko zmienić się w koniec, bo Bailey błyszczał poza boiskiem, a nie na nim. A to oczywiście nie oznaczało niczego dobrego. Pieniądze otrzymany za sam podpis na umowie tak mocno uderzyły mu do głowy, że w pierwszych tygodniach skupił się głównie na nowych ubraniach, stylizacjach i jeszcze innych rzeczach, które nie mają zbyt wiele wspólnego z futbolem. W klubie jeszcze przymykano na to oko. Ot, młody chłopak, który zachłysnął się nagłym przypływem gotówki. Przyzwyczai się, zrozumie i wszystko się uspokoi. Nic z tych rzeczy!

 

Najdziwniejszą rzeczą, jaką zrobił, było nagranie filmu, na którym wyśmiał trenującego obok mężczyznę, a na koniec nazwał "klaunem". Problem w tym, że trafił na Atifa Tanrisevena Riberę, czyli człowieka dobrze zaznajomionego z pięściarstwem. Miał jednak szczęście, że dużo silniejszy "rywal" po tym, jak go odszukał, nie zrobił mu krzywdy, ale tylko pogroził palcem.

 

Anglia, Belgia, Portugalia, Niemcy, Jamajka. Czyli w końcu kto?!

 

Problemy trwały pół roku. Aktualnie Bailey jest kluczowym piłkarzem Bayeru, a także jednym z najlepszy w Bundeslidze. Biją się o niego czołowe kluby z Europy, ale "Aptekarze" już teraz mówią, że zadowoli ich tylko oferta ponad 100 milionów euro. O ile do niewiadomych w kontekście klubu już przywykliśmy, to brak przynależności reprezentacyjnej ciągle zadziwia. A już zwłaszcza przypadek 20-letniego supertalentu jest specyficzny.

 

Bailey jakiś czas temu wykluczył grę dla Jamajki, gdyż - jak twierdzi - ma nie po drodze z tamtejszą federacją. Kto więc może go przechwycić?

 

A lista jest długa. W grę - w mniejszym bądź większym stopniu - wchodzą Anglia, Belgia, Portugalia, a ostatnio Niemcy! W ustach Craiga Butlera brzmi to nieźle, ale nie jest takie proste. By grać dla reprezentacji Belgii, musiałby spędzić tam 5 lat, a na razie ma na koncie niespełna dwa. Z kolei Niemcy są jeszcze bardziej rygorystyczne, więc zgodnie z prawem mógłby założyć koszulkę tej reprezentacji, kiedy skończy 27 lat!

 

Są oczywiście odstępstwa, na mocy których Bailey mógłby reprezentować Niemcy już pod koniec 2020 roku, ale czy będzie czekał do tego momentu? Jak na razie faworytem wydają się Anglicy (piłkarz może powoła się na pochodzenie dziadka), którzy już działają. Do tego mogą z miejsca zaoferować mu miejsce w pierwszym składzie.

 

Losy tego piłkarza na pewno warto śledzić. Będzie o nim głośno.