Roger Federer, pięciokrotny triumfator BNP Paribas Open szybko i pewnie pokonał Serba Filipa Krajinovicia 6:2, 6:1 i zameldował się w 1/8 finału w Kalifornii. Jutro powalczy o awans do ćwierćfinału z Francuzem Jeremym Chardym. W między czasie udzielił wywiadu w studiu Tennis Channel, w którym byli również Justin Gimelstob i Jim Courier. Zdradził w nim jak wygląda jego życie poza kortem. - Wynajmuję od kilku lat dom w Indian Wells, w Miami wrócimy do hotelu. Potrzebujemy pewnej rutyny – mówił Federer, który na turniej przyleciał z żoną Mirką oraz z czwórką dzieci. Bliźniaczki Mylii Rose i Charlene Rivie w lipcu skończą 9 lat, a bliźniacy Leo i Lenny będą w maju obchodzić czwarte urodziny. Jak spędzają czas, gdy ich tata walczy o szóstą turniejową wygraną? Między innymi w basenie. Sprzedają też lemoniadę. Ile zarobili  - pytał z ciekawości w studiu Tennis Channel zdobywca czterech turniejów wielkoszlemowych, Jim Courier. 70 dolarów – odpowiedział z dumą Federer, po czym przybił „żółwika” z Courierem. Niestety Szwajcar nie mógł widzieć jak bawią się jego dzieci, ponieważ w tym czasie koncentrował się na grze. Ze względu na opady deszczu przyszło mu grać 3 dni z rzędu, od soboty do poniedziałku. Najpierw z Argentyńczykiem  Federico Delbonisem, a potem ze wspomnianym Filipem Krajinoviciem. Wtorkowy odpoczynek od gry jest na wagę złota dla 36-latka.

Federer odpoczywa i we wtorek spotkania rozegrają jego rywale. Najciekawiej zapowiada się starcie pomiędzy „Tower of Tandil” i „Little Beast”. Mowa rzeczna jasna o Argentyńczyku Juanie Martinie Del Potro i Hiszpanie Davidzie Ferrerze. Steve Tignor z Tennis Magazine stawia na Więżę z Tandil i jego bekhendowy slajs oraz kombinacyjny atak z forhnedu, mimo, że Fererer może rozrzucić skutecznie Argentyńczyka po korcie. Tenisowe szachy przed nami. Panowie wyjdą na kort nr 1 jako trzeci w kolejności od godziny 19:00 czasu polskiego.

Wcześniej zobaczymy w akcji turniejową „dwójkę” Marina Cilicia i Niemca Philippa Kohlschreibera. Ciekawie zapowiada się również nocne spotkanie (na antenie Polsatu Sport o 3:00) Amerykanina Jacka Socka i Hiszpana Feliciano Lopeza. Jeden i drugi tenisista pozostaje w grze o milion dolarów premii, którą zgarnie triumfator Indian Wells w singlu i deblu. Kandydaci do pokaźnego zastrzyku gotówki powoli się wykruszają…

Słowo jeszcze o wczorajszym meczu Czecha Tomasa Berdycha i Koreańczyka Hyeona Chunga. Na wszystkich kortach w Indian Wells mamy system Hawk-Eye, który weryfikuje decyzje sędziowskie. Prośbę o nią zgłaszają tenisiści w zależności od potrzeby. W dość mocnych słowach o pracy arbitra wypowiedział się Berdych. - Dam panu 10 przykładów kiedy łamiecie reguły challengu. Nie macie pojęcia czy są one elastyczne czy kontrowersyjne – krzyczał na korcie tenisista z Valasske Mezirici. Berdych przy stanie 4:4 i 0:30 w I secie zaserwował z prędkością 200 km/h, a Koreańczyk odegrał w korytarz deblowy. Sędziowie wywołali aut Berdychowi, a po sprawdzeniu przez niego okazało się, że piłka była na linii. Decyzja? Powtórka I serwisu. Pan jest geniuszem – grzmiał sarkastycznie Berdych, gdy zamiast punktu arbiter podjął inną (złą) decyzję. Chung wygrał 6:4, 6:4.

Podczas turnieju w Miami w 2016 roku ten sam Tomas Berdych również nie szczędził słów krytyki do sędziego na stołku. Wówczas podczas spotkania z Serbem Novakiem Djokoviciem mówił - Dlaczego rozmawia pan ze mną tuż przed break pointem! Pan sobie siedzi wygodnie na krzesełku i nie ma pan pojęcia, co przeżywa tenisista, który ma stawić czoło takiemu zawodnikowi jak Novak Djoković i to przy break poincie! Sędzią był Francuz Cedric Mourier, a rozmowa jak stwierdził Berdych dotyczyła słynnego już time violation, w skrócie określonego czasu na wprowadzenie piłki do gry.

Turniej w Mediolanie, tak zwany „Next Gen” dla przyszłych gwiazd tenisa został rozegrany w listopadzie ubiegłego roku. Bez sędziów, ale ich brak na większości turniejów to jeszcze nie signum temporis…