Bełchatowianie w środę rozpoczną kolejny etap walki o awans do Final Four LM. Aby znaleźć się w najlepszej czwórce, w fazie pucharowej europejskich rozgrywek muszą wyeliminować dwa mocne zespoły.

 

Już pierwszy rywal na drodze PGE Skry, którym będzie mistrz Włoch wydaje się bardzo trudną przeszkodą. W składzie Cucine Lube są bowiem gwiazdy światowej siatkówki, m.in. Kubańczyk z włoskim paszportem Osmany Juantorena, Bułgar Cwetan Sokołow, Amerykanin Micah Christenson, serbski środkowy Dragan Stankovic, czy jeden z najlepszych libero na świecie Francuz Jenia Grebennikov.

 

"Ta drużyna została stworzona do wygrania każdych rozgrywek, ale w tym sezonie poniosła już dwie znaczące porażki - w Pucharze i Superpucharze Włoch. Na pewno teraz ich celem jest zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale taki sam cel mamy my. Wierzę, że w zrobieniu kolejnego kroku pomoże nam jutro publiczność, bo w Atlas Arenie zagramy z przewagą jednego zawodnika" – powiedział na wtorkowej konferencji prasowej w Łodzi włoski szkoleniowiec PGE Skry.

 

Piazza i jego podopieczni podkreślili, że do fazy pucharowej przystępują mocniejsi, po tym, jak wyszli z trudnej grupy, w której w dwóch pierwszych kolejkach doznali porażek. "Cieszę się, że z potrafiliśmy wyjść z tak trudnej sytuacji, bo to dobry prognostyk przed czekającymi nas teraz spotkaniami" – tłumaczył kapitan wicemistrzów kraju Mariusz Wlazły.

 

Dodał, że docenia klasę Cucine Lube, ale jak zaznaczył jego drużyna zamierza wykorzystać każdą szansę, która przybliży ich do awansu. Zapewnił, że znalezienie się w gronie 12 najlepszych europejskich zespołów to ogromne wyróżnienie, ale - jak dodał - "nam to nie wystarcza i będziemy chcieli wygrywać".

 

Bełchatowianie dobrze znają rywala z Włoch, z którym ostatnio mierzyli się dość często. W sumie w rozgrywkach LM obie ekipy spotkały się już dziewięć razy, z czego pięć razy triumfowali Włosi, a cztery PGE Skra. Na Cucine Lube klub z Bełchatowa trafił m.in. w tej samej fazie LM przed rokiem. Siatkarze z Maceraty wygrali wówczas 3:1 w Polsce i przegrali 2:3 przed własną publicznością, co nie przeszkodziło im w awansie. Mistrzowie Włoch byli też górą (3:0) w półfinale rozgrywanych w grudniu w Polsce Klubowych Mistrzostw Świata.

 

"Teraz jesteśmy jednak inną drużyną, bo potrzebowaliśmy czasu, żeby dobrze się dotrzeć i zgrać. Obecnie jesteśmy w innym miejscu niż w grudniu. W Krakowie nie zagraliśmy źle, ale też nie pokazaliśmy tego, co potrafimy i prezentujemy teraz. Będzie istotna różnica między tymi spotkaniami, choć wtedy nasi rywale mieli jeszcze szansę na wszystkie trofea, a teraz są podrażnieni i przez to niebezpieczni" – ocenił Wlazły.

 

Wicemistrzowie Polski podejmą Cucine w środę w łódzkiej Atlas Arenie (godz. 18). To będzie 30. mecz PGE Skry w tej hali. Odnieśli w niej 20 zwycięstw, przegrali dziewięć spotkań. "Te pojedynki obejrzało z trybun ok. 330 tys. kibiców, co oznacza średnią ponad 11 tys. widzów na mecz" – poinformował prezes zarządzającej obiektem Miejskiej Areny Kultury i Sportu Krzysztof Maciaszczyk.

 

Szefowie PGE Skry kompletu publiczności (ok. 9 tys.) spodziewają się też na środowym spotkaniu, bowiem w sprzedaży pozostały ostatnie bilety. "Bardzo lubimy grać w Łodzi, bo to ogromna radość dostarczać tak wielu kibicom tyle emocji i wrażeń" - przyznał Wlazły.

 

Rewanż we Włoszech zaplanowano na następny czwartek.

 

Zwycięzca tej rywalizacji zmierzy się z wygranym w dwumeczu pomiędzy francuskim Chaumont VB 52 Haute Marne i włoskim Trentino Diatec. Z mistrzami Francji bełchatowianie rywalizowali w grupie, dwukrotnie przegrywając – 1:3 i 2:3.

 

Transmisja meczu PGE Skra Bełchatów - Cucine Lube Civitanova w środę w Polsacie Sport. Początek o godzinie 18:00.