Tyszanie wygrali u siebie pierwsze finałowe pojedynki 5:0 i 6:0, potem w Katowicach pokonali gospodarzy 4:3 i ulegli im 2:5.

- Rywale zagrali dziś bardzo dobrze w obronie, mecz był na styku. Bardzo się cieszymy, że w dogrywce stworzyliśmy tę jedną sytuację i strzeliliśmy decydującą bramkę. Nic więcej nie trzeba – śmiał się po dekoracji Kotlorz.

Jego zdaniem katowiczanie wyciągnęli wnioski z dwóch wysokich porażek na inaugurację rywalizacji o złoto.

- To było widać już w meczach na ich lodowisku. W czwartek mieli nóż na gardle, musieli na 100 procent wracać do obrony. My wiedzieliśmy, że się nie "otworzą" i bramkę będzie im strzelić niełatwo. To się potwierdziło – ocenił.

Zauważył, że finałowe porażki z Cracovią w dwóch poprzednich sezonach wiele tyszan nauczyły.

- Czuliśmy się silni, wierzyliśmy w sukces do końca, wierzyliśmy, że ten mecz wygramy. A zimny prysznic w Katowicach dał nam dużo do myślenia i pomógł w dzisiejszym zwycięstwie – podsumował Kotlorz.

Strzelec zwycięskiej bramki Filip Komorski przyznał, że to jego najważniejsze trafienie w karierze.

- To ukoronowanie 10 miesięcy ciężkich treningów. O zdobyciu bramki w dogrywce w finale play off każdy marzy. Zasłużyliśmy na to zwycięstwo naszą pracą – stwierdził napastnik GKS Tychy.