30 października Lechia przegrała na własnym stadionie z Koroną 0:5, co było jej najwyższą porażką w tym sezonie.

 

„W psychologii i sporcie jest coś takiego jak odpowiedź. Doskonale pamiętamy poprzedni mecz w Gdańsku z Koroną i teraz oczekuję na męską odpowiedź ze strony swoich piłkarzy. Chcę widzieć właściwą reakcję, bo wobec tego wyniku nie można przejść obojętnie. Widzę jednak, że chłopaków nie trzeba dodatkowo motywować, bo oni dobrze pamiętają tamto upokorzenie. Liczę, że pokażą w Kielcach sportową złość, ale zagrają nie tylko z gorącym sercem, ale także z chłodną głową” – przyznał Stokowiec.

 

Korona jest jednak wyjątkowo niewygodnym rywalem dla biało-zielonych. Sześć z dziesięciu ostatnich spotkań zakończyło się triumfem kielczan, trzy razy padł remis i tylko jeden mecz wygrali lechiści. Bramki 21-10 na korzyść przeciwnika.

 

„Korona jest dobrze poukładanym i zorganizowanym zespołem, który potrafi w trakcie spotkania zmienić swoje ustawienie i płynnie przejść z trójki obrońców na czwórkę. Jesteśmy jednak gotowi na różne opcje. Poprzedni mikrocykl był dość ciężki, ale teraz przez sobotnim meczem zeszliśmy z obciążeń. Widać, że w drużynie jest rywalizacja, a w szatni czuć optymizm, który trzeba tylko przenieść na boisko. Czekają nas teraz spotkania prawdy i jesteśmy przed nimi dobrze nastawieni” – zapewnił.

 

Gdańszczanie zanotowali jednak ostatnio fatalną passę. Drużyna nie wygrała bowiem 10 meczów z rzędu, w czym udział miał także trener Stokowiec, bo zespół pod jego wodzą przegrał u siebie 1:3 z Legią Warszawa oraz 0:3 w Poznaniu z Lechem.

 

„Te spotkanie nie była dla nas udane, ale dały sporą dawkę wniosków. Przegraliśmy je, straciliśmy po trzy bramki, dzięki temu mecze nie zamazały nam obrazu. W przypadku porażek różnicą jednego gola moglibyśmy mieć złudzenie, że nie jest tak źle, tymczasem dosadnie przekonaliśmy się, jakie mamy braki. Wiemy, że trzeba radykalnych zmian i trzeba bić na alarm w sensie mentalnym, fizycznym i taktycznym” – podkreślił.

 

W kadrze na mecz z Koroną znaleźli się Lukas Haraslin, Sławomir Peszko oraz mający już za sobą debiut w ekstraklasie 16-letni napastnik Mateusz Żukowski. W Kielcach na pewno nie zagra najlepszy snajper Lechii Marco Paixao, którego 45-letni szkoleniowiec odsunął od treningów z drużyną.

 

22 lipca w przegranym 0:1 u siebie meczu z Cracovią Haraslin zerwał więzadła krzyżowe i do tej pory nie wystąpił w ligowym spotkaniu. Niespełna 22-letni słowacki skrzydłowy zagrał jednak w dwóch eliminacyjnym potyczkach mistrzostw Europy z Albanią – w pierwszym wszedł na boisko w 77. minucie, a w rewanżu spędził na murawie 90 minut i zdobył nawet bramkę. Z kolei Peszko nie wystąpił w meczach reprezentacji Polski z Nigerią i Koreą Południową z powodu infekcji.

 

„Sławek przeszedł dodatkowe badanie i nic nie stoi na przeszkodzie, aby w Kielcach pojawił się na boisku. Z kolei Lukas po tak długiej przerwie palił się do gry i pokazał się z bardzo dobrej strony. Uważałem jednak, że jego występ w reprezentacji wiązał się z dużym ryzykiem i zdania nie zmieniłem, bo to ryzyko przez dłuższy czas będzie jeszcze występować. Widziałem, że Haraslin bardzo chce wszystko przyspieszyć, ale rolą trenera jest też myśleć rozsądnie i studzić zapędy zawodników” - podsumował Stokowiec.