Mateusz Borek: Gorąca opinia uśmiechniętej Karoliny Kowalkiewicz tuż po walce?

Karolina Kowalkiewicz: Muszę obejrzeć tę walkę raz jeszcze! Udawało mi się trafiać Herrig, moja rywalka również się odgryzała. Uważam jednak, że nie była to sprawiedliwa decyzja sędziów, bowiem moim zdaniem wygrałam wszystkie trzy rundy. Na szczęście niejednogłośna decyzja była na moją korzyść.

Można było dyskutować o pierwszej rundzie, bowiem kilka razy Herrig naprawdę trafiła…

Owszem, ale również była w parterze, gdzie ją sukcesywnie obijałam!

Dobrze pracowały lewe proste, wchodziły także kolana w twoim wykonaniu. Nie udało się jednak chyba zrealizować tego, co założył trener Zaborowski: próbowałaś wejścia po nogi, jednak wybroniła to rywalka.

To jest taka rzecz, która wejdzie lub nie. Można to spróbować tylko raz podczas walki, bowiem kolejne próby są bardzo czytelne i nie mają najmniejszego sensu. Herrig już wiedziała co próbuję jej zaproponować. Dobrze szło mi w stójce, gdzie wygrywałam, więc nie było sensu ryzykować.

Dużo mówiło się o przewadze siłowej Herrig, czy faktycznie odczuwałaś jej mocne ciosy?

W klinczu aż tak bardzo tego nie czułam. Te cierpy miała bardzo mocne, przez co teraz boli mnie szczęka. Na szczęście nie jest wybita, po walce sprawdzali mnie lekarze i wszystko jest w porządku. Jednak fakt - biła mocno.

Popracowałaś nad wykończeniem akcji łokciami...

Fakt: gdybym nie biła tych łokci, trener chyba nie pozwoliłby mi wrócić do domu…

Jesteś w tej chwili w czołówce kategorii słomkowej - to było piąte zwycięstwo, a więc konsekwentnie budujesz swoją pozycję. Była to czwarta lokata, a więc walka o pas jest na horyzoncie?

Mam nadzieję, że UFC da mi jak najszybciej tę szansę, ale będę o tym myśleć za parę dni. Na razie chcę wrócić do domu, spędzić trochę czasu z rodziną, a przyjdzie czas męczyć UFC o ten title shot!

 

Rozmowa z Karoliną Kowalkiewicz tuż po walce na gali UFC 223 w załączonym materiale wideo.