Vahid Halihodzic zyskał sobie status cudotwórcy jeszcze na mundialu w Brazylii przed czterema laty, gdy zrobił duże wrażenie na całym piłkarskim świecie świetną postawą prowadzonej przez siebie przeciętnej Algierii. Jego zespół był wówczas o krok od wyrzucenia z turnieju późniejszego triumfatora, reprezentacji Niemiec.

Były reprezentant Jugosławii kilka miesięcy po turnieju objął reprezentację Japonii, którą prowadził do 2018 roku. Kilka dni temu został wyrzucony przez federację na dwa miesięcy przed startem turnieju. 65-latek jednak w ostatnich miesiącach nie mógł natchnąć swojego zespołu, który grał coraz gorzej i to nie umknęło uwadze federacji. Zasłynął między innymi tym, że do jego systemu gry nie pasowały największe gwiazdy kraju, Shinji Kagawa czy Shinji Okazaki.

W marcowych meczach towarzyskich Japończycy zremisowali z Mali (1:1) i przegrali z Ukrainą (1:2), a według federacji były to wyniki poniżej oczekiwań. Dziennik "Nikkan Sport" opisał podróż przedstawiciela związku na zgrupowaniu w Belgii celem ustalenia formy i zadowolenia zawodników. Po serii rozmów z zawodnikami dostał niepokojące sygnały na temat Halihodzica.

Prezes JFA, Kozo Tashima podjął decyzję o powierzeniu zespołu w ręce Akiry Nishino i to na dwa miesiące przed wielkim turniejem. Najbardziej odpowiedzialny za zwolnienie Halihodzica jest jednak... kapitan zespołu narodowego, Makoto Hasebe. 34-latek występujący na co dzień w Eintrachcie Frankfurt przyznał: "Na mnie spoczywała największa odpowiedzialność - selekcjoner mi zaufał i powierzył bardzo ważną rolę" - przyznał pomocnik, który większość swojej kariery spędził w Niemczech.

Reprezentacja Polski zagra z Japończykami na zakończenie fazy grupowej MŚ 2018 w Rosji. Spotkanie rozegrane zostanie 28 czerwca na stadionie w Wołgogradzie.