W sezonie 2016/17 Wizards mieli bilans 49-33 i po zaciętym boju odpadli w półfinale konferencji z Boston Celtics 3-4. Kolejny rok miał być krokiem naprzód, ale na razie się na to nie zapowiada. Ich dorobek z fazy zasadniczej to 43-39 i dopiero ósme miejsce na Wschodzie.

 

Przed rozpoczęciem obecnego cyklu gwiazdy waszyngtońskiego klubu - John Wall i Bradley Beal - odgrażały się, że zespół stać na walkę o najwyższe cele. Tymczasem "Czarodziejom" od początku brakowało solidności. Aż 15 porażek doznali z drużynami, które sezon zakończyły z ujemnym bilansem.

 

Kanadyjski klub jest pod wieloma względami przeciwieństwem Wizards. Od początku sezonu było wokół niego cicho i robił po prostu swoje. Jego siłą jest m.in. bardzo solidna ławka rezerwowych, dzięki której liderzy - w osobach DeMara DeRozana i Kyle'a Lowry'ego - nie byli nadmiernie eksploatowani. Bilans Raptors to 59-23. Lepsze było tylko Houston Rockets (65-17) z Konferencji Zachodniej.

 

Właściciel Wizards Ted Leonsis nie oszczędzał na klubie. Tylko pięć ekip w NBA w tym sezonie wydało na pensje więcej od niego. W lipcu zdecydowano się podpisać z Otto Porterem Jr. czteroletni kontrakt na kwotę 106,5 mln dolarów. Uczyniło go to najlepiej zarabiającym zawodnikiem "Czarodziejów" i 17. w NBA. Do największych gwiazd na pewno jednak się nie zalicza.

 

Wizards ciąży też błąd popełniony rok wcześniej, kiedy 64 mln w cztery lata postanowili zapewnić Ianowi Mahinmiemu. Francuz, będący zmiennikiem Gortata, średnio w tym sezonie na parkiecie przebywał 15 min i zdobywał 4,9 pkt. W części zasadniczej z Raptors grali cztery razy i odnieśli dwa zwycięstwa. Mimo to eksperci ESPN nie dają im praktycznie żadnych szans. Ich zdaniem na 96 procent awansują koszykarze z Toronto.

 

Sami Wizards są w bojowych nastrojach. Zwracają uwagę na to, że dokładnie w połowie spotkań musieli sobie radzić bez swojego lidera Johna Walla. 27-letni rozgrywający nie wystąpił m.in. w żadnym z meczów z Raptors. - Teraz mamy w składzie Johna. Nie mamy innego wyjścia, jak tylko zrobić to, co do nas należy. Nie ma wymówek. Jestem bardzo podekscytowany. Play offy to najbardziej oczekiwany czas w roku - powiedział Bradley Beal.

 

"Nie czujemy presji, bo nie jesteśmy faworytami. Ta rola bardzo nam odpowiada" - dodał skrzydłowy Jason Smith.

 

Rywalizacja będzie się toczyła do czterech wygranych spotkań. Dwa pierwsze odbędą się w Kanadzie. Początek sobotniego meczu o godzinie 23.30 czasu polskiego.