Justin Gaethje przegrał drugą walkę z rzędu, znowu inkasując wiele potężnych ciosów. Taki już jest styl tego zawodnika, który w każdym starciu chce wymieniać uderzenia, co ostatnio nie kończy się dla niego dobrze. Trzeba jednak przyznać, że każdy z jego trzech pojedynków w UFC może kandydować do najlepszego w danym roku. Po pokonaniu Michaela Johnsona receptę na "Highlighta" znaleźli Eddie Alvarez oraz Dustin Poirier.

Co ciekawe, Gaethje nie jest smutny z powodu porażki. - Nie przyszedłem do tego sportu, by wygrywać lub przegrywać. Dla mnie najważniejsze jest show. Zostanę zapamiętany jako jeden z najbardziej widowiskowych zawodników. Cieszę się z tego, co się stało, choć może to brzmieć głupio - powiedział.

Po pierwszych dwóch walkach miał 9,5 ciosów wyprowadzonych na minutę, a średnia w największej organizacji MMA na świecie wynosi... 2,83! W starciu z Poirierem dorzucił kolejne 116 uderzeń w nieco ponad 15 minut, ale koniec końców skończył znokautowany. Wielu kibiców nie rozumie takiego podejścia Gaethje, który ma jednak plan na swoją przyszłość.

- Chcę największych walk! Powrót po dwóch porażkach to ciężka sprawa, ale chcecie mnie oglądać. Jeśli nie zobaczycie moich walk, to będziecie żałować, kiedy skończę. A to nie potrwa długo, zostało mi pięć walk - dodał.

W trzech walkach Gaethje sięgnął aż po cztery bonusy! Nagrodzone zostały jego starcia z Johnsonem, Alvarezem i Poirierem, a do tego dorzucił jeszcze bonus za występ wieczoru przeciwko temu pierwszemu.