W 45. minucie obrońca Mainz Daniel Brosinski oddał strzał na bramkę Freiburga. Piłka odbiła się od ręki Marca-Olivera Kempfa, a później złapał ją bramkarz Alexander Schwolow. Sędzia Guido Winkmann nie przerwał gry, a chwilę później zakończył pierwszą połowę.

Sam arbiter był już w drodze do szatni, kiedy usłyszał od dodatkowej asystentki (VAR) Bibiany Steinhaus, że powinien obejrzeć sytuację na powtórce, ponieważ doszło do nieprzepisowego zagrania ręką. Winkmann podszedł do ekranu i faktycznie zdecydował, że gospodarzom należy się "jedenastka".

Wezwano więc piłkarzy Freiburga z powrotem na boisko, a rzut karny skutecznie wykonał Pablo De Blasis. Argentyńczyk ustalił też wynik spotkania w 79. minucie.

- Musimy się z tym pogodzić. To wszystko jest coraz bardziej kuriozalne, ale zgodne z przepisami - ocenił dyrektor sportowy Freiburga Jochen Saier.

Druga połowa spotkania w Moguncji rozpoczęła się z kilkuminutowym opóźnieniem, ponieważ kibice wrzucili na boisko dziesiątki rolek papieru toaletowego. Był to protest przeciwko konieczności rozgrywania meczów Bundesligi w poniedziałki.

Rezerwowym bramkarzem Freiburga był Rafał Gikiewicz, a w kadrze tego zespołu zabrakło Bartosza Kapustki.

Zwycięstwo było dla piłkarzy FSV Mainz niezwykle cenne, ponieważ wyprzedzili w tabeli poniedziałkowego rywala. Obecnie są na 15. miejscu, a Freiburg o jedno niżej, czyli w strefie barażowej. Oba zespoły mają po 30 punktów, podobnie jak VfL Wolfsburg Jakuba Błaszczykowskiego.

Tytuł mistrzowski już wcześniej zapewnił sobie Bayern Monachium, nikt też nie odbierze raczej korony króla strzelców napastnikowi Bawarczyków Robertowi Lewandowskiemu.