Ron Lyke, trener pięściarza z Minnesoty mówi w rozmowie z Przemkiem Garczarczykiem , że wygra ten, który nie padnie. Czy zakłada, że jak jeden z nich padnie na deski, to już nie wstanie? Być może tak będzie, ale twardziele mają to do siebie, że wstają i walczą dalej. Nie zawsze jest to możliwe, ale z pewnością szybko się nie poddają.

 

Adamek jest wręcz modelowym twardzielem, co do Abella mam wątpliwości, ale może się mylę.


O walce Tomasza Adamka z Joey’em Abellem napisano chyba już wszystko. Siłacz z Minnesoty jest większy, cięższy i trochę młodszy. Patrząc na jego gabaryty wygląda na to, że i silniejszy, choć Adamek, znakomicie przegotowany do tego pojedynku przez dr Jakuba Chyckiego i amerykańskiego szkoleniowca Gusa Currena, do słabych z pewnością nie należy. A jeśli chodzi o wytrzymałość powinien być górą. Ostatnie wyniki badań wydolnościowych „Górala” są bowiem rewelacyjne.


Co do samych umiejętności bokserskich chyba nikt nie ma wątpliwości, kto jest lepszy.


Polak ma za sobą 57 zawodowych walk, w tym 52 zwycięstwa (30 przed czasem), tytuły mistrza świata w dwóch kategoriach wagowych, a w wadze ciężkiej pojedynki z zawodnikami będącymi na wyższym poziomie niż Abell. Do tego dochodzi kariera amatorska z medalem mistrzostw Europy w Mińsku, dwadzieścia lat temu.


Problem w tym, że nawet najpiękniejsza przeszłość nie ma większego znaczenia, gdy wychodzisz do ringu. Liczy się tu i teraz. Blisko 37 letni Joey Abell (34-9, 32 KO) będzie dobrze przygotowany, miał na to sporo czasu. Do tego jest bardzo silnym, wręcz atletycznym mańkutem, a Tomasz Adamek nigdy nie lubił rywali leworęcznych. I przy tym potrafi bardzo mocno uderzyć prawą, teoretycznie słabszą ręką, o czym boleśnie przekonał się Krzysztof Zimnoch, ciężko znokautowany przez Abella w Radomiu, we wrześniu ubiegłego roku.


Jaki z tego wniosek? Wszystko jest możliwe, tu naprawdę jeden cios Amerykanina może wszystko zmienić, ale jestem przekonany, że Adamek nie dopuści do takiej sytuacji jaka miała miejsce w starciu z Erikiem Moliną, dwa lata temu w Krakowie. A jeśli będzie skoncentrowany od początku do końca, jeśli zrealizuje plan taktyczny, to pokona Abella i dopisze kolejne zwycięstwo na swoim koncie. Pamiętajmy też, że z dziewięciu przegranych pojedynków, Amerykanin siedem przegrał przed czasem.


Sporo mówi się o tym, że wielkie emocje gwarantowane są też w innych, wcześniejszych walkach. Chociażby w starciu Mateusza Masternaka z Yourim Kalengą. Obaj należą do czołówki wagi junior ciężkiej, cztery lata temu w Monte Carlo walczyli o pas interim WBA i minimalnie (2:1) wygrał reprezentujący Francję, ale urodzony w Kongo, Kalenga.


W Częstochowie czas na słodką zemstę. Po to przecież jest „Noc Zemsty”.


W narożniku Masternaka nie będzie Andrzeja Gmitruka, który leci już w tym tygodniu z Maciejem Sulęckim do Nowego Jorku na walkę z Danielem Jacobsem. Zastąpi go Zygmunt Gosiewski, solidny fachowiec z Wrocławia, któremu pomagać będzie były trener Masternaka, Piotr Wilczewski.


W tej walce, podobnie jak w pojedynku Adamka z Abellem z ringu będą sypać się iskry. Kalenga zaatakuje od pierwszego gongu i będzie szukał nokautu. Mam nadzieję, że go nie znajdzie i zostanie wypunktowany przez Masternaka. Tak samo groźnie wyglądający, a przy tym bardzo niebezpieczny Rosjanin Denis Graczow przez Adama Balskiego.


A przecież to nie wszystko co czeka nas w najbliższą sobotę w Częstochowie, emocji będzie jeszcze więcej.