Przemek Garczarczyk: Zacznijmy od minionego weekendu: miałeś okazję oglądać w akcji Tomka Adamka na gali w Częstochowie?

Andrzej Fonfara: Zdążyłem. Pojechałem prosto z treningu, byłem przed telewizorem na końcowe rundy "Mastera" z Kalengą i całego Tomka. Mądry, agresywny boks Tomka, skończył przed czasem, a to też zawsze się liczy. Abel przyjechał z nastawieniem, że Adamka szybko jeśli nie znokautuje, to na pewno naruszy, ale mu się nie udało.

Ogólne opinie były takie, że Adamek będzie chciał przeczekać pierwsze 3-4 rundy i ruszy do przodu, kiedy Joey się zmęczy. Było zupełnie inaczej.  Opisz to z pozycji pięściarza.

To dobry sposób na dużych, nastawionych na jeden cios - jak się ma technikę Adamka. Ta pierwsza opcja o której mówisz byłaby chyba lepsza dla Abella. Spokojnie by sobie boksował, a był kondycyjnie dobrze przygotowany i namierzał Tomka na jeden cios. "Góral" to widział i od razu podkręcił tempo. Dobrze się czuł, mówił przecież, że nie ma 41 lat tylko 25, więc poszedł na całość. Tym Abella wymęczył i na pewno trochę zaskoczył.
 
Ty też to lubisz - szybką akcję od pierwszych rund. Czasami się to sprawdza, czasami nie. Ryzyko.

Nie wyszło w drugiej ze Stevensonem i Smithem, sprawdziło się z Dawsonem i Chavezem Juniorem. Jeden i drugi nie wytrzymali mojego tempa.

Wracasz 16 czerwca, na warszawskim Torwarze jako junior ciężki, będziemy więc mieli już trzecią wersję Andrzeja Fonfary. Zaryzykowałem opinię, że Andrzeja może nie nastawionego na tak wielką liczbę ciosów jak było z Nathanem Cleverly, a bardziej na ich siłę. Bo junior ciężcy biją mocno.

I tak... i nie. Będę chciał stawiać na szybkość, właśnie zaskakiwać rywali tym, że będę dużo bił. Dużo pracy jest teraz w Kalifornii nad pracą nóg, unikami, biciem zza gardy.  Muszę wykorzystać to, czego się nauczyłem w półciężkiej. Pod nieobecność odpoczywającego po chorobie Virgila Huntera, pracuję teraz z Eddie Croftem, który bił się o tytuły IBF i WBO, między innymi z Marco Antonio Barrerą. Szybki, tarcze są znakomite, trzeba ciągle być w pełnym ruchu. Pomagał przygotować się do ostatniej walki Mike Perezowi, ciągle jest w kontakcie z Virgilem. Duża klasa, za kilka dni zaczynamy pierwsze sparingi.  

Czy zapadła już decyzja gdzie będziesz przygotowywał się do Siłłacha?

Tak jest. Po zakończeniu obozu w Kalifornii, przenoszę się na początku maja do Polski. Będzie Warszawa, gdzie planuję dużą część sparingów, będzie obóz w Zakopanem. Trenerzy przygotowują sparingpartnerów pod Ukraińca oczywiście, ale z tym nie powinno być problemów. Może Adam Balski? Zobaczymy.

Miałem dyskusję w Częstochowie czy Siłłach, który pokazał co potrafi bijąc się z Mateuszem Masternakiem, to nie za szybki rywal dla kogoś, kto zmienia kataegorię wagową. Widzieliśmy wszyscy, co Mateusz zrobił z fizycznie silnym Kalengą i pamiętamy, że znacznie trudniej było właśnie z Siłłachem.

Wiem, Ismaił ma szybkie ręce, dobry technik, a do tego walka będzie trochę poniżej limitu junior ciężkiej - na jego życzenie. Z Masternakiem dał świetną walkę, były emocje kto wygra do samego końca. Jeden leżał, drugi leżał. Chciałem wymagającego rywala, do tego wracam w Polsce, po tylu latach marzenie walki w Warszawie się spełnia. Trzeba być w porządku w stosunku do kibiców - mnie lepsi motywują.  

Wobrażasz sobie już ten moment, kiedy wychodzisz na ring w Warszawie? Znamy się bardzo długo i zawsze tego bardzo chciałeś. Będą dodatkowe emocje?

Wiadomo! Specjalna noc. Mam nadzieję, że przed pełną salą, liczę na ten doping 6 czy 7 tysięcy fanów. To prawie jak walczyć na Legii, która jest przecież zaraz, po drugiej stronie.  Blisko mojego rodzinnego miasta, Białobrzegów. To, że już będą trwały piłkarskie mistrzostwa świata nie przeszkodzi. Będę na ringu trzy dni przed meczem Polaków, rozgrzejemy atmosferę przed kibicowaniem Biało-Czerwonym. Tylko zwycięstwo!