Często wobec piłkarzy używamy określenia, że „jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”. W twoim przypadku wypada zapytać, czy jesteś tak dobry jak twoje trzy ostatnie spotkania?

 

Kamil Wilczek: (śmiech) Myślę, że to nie tak, że nagle forma eksplodowała. Od początku roku prezentuję grę na dobrym poziomie. Teraz następuje coś w rodzaju zbierania owoców tego ostatniego półrocza. To takie przyjemne jego podsumowanie. Wygrywamy, jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli, walczymy o Puchar. Te najpiękniejsze chwile jeszcze przede mną.

 

Wiemy, że Adam Nawałka i jego sztabowcy podróżują po Europie, by monitorować swoich kadrowiczów. Ciebie w tym dobrym czasie odwiedzili?

 

Nie, nie spotkaliśmy się w Danii. Aczkolwiek jestem w stałym kontakcie telefonicznym ze współpracownikami selekcjonera. Sam trener dzwonił do mnie przed marcowymi meczami towarzyskimi (Wilczek nie otrzymał wtedy powołania – przyp. BI) ale nie mam odczucia, że „przepadłem”.

 

Nie pojawił się niepokój? Że nikt na żywo cię nie ogląda, tym bardziej, że z regularnością zdobywasz po dwa gole w meczu?

 

Nie. Dziś wszystko jest tak rozbudowane, że każdy mecz można obejrzeć, przeanalizować i rozłożyć na czynniki pierwsze. Nie trzeba przyjeżdżać na spotkanie, by wiedzieć w jakiej jestem formie, jak wyglądam. To nie jest dla mnie największy problem, że ktoś nie przyjechał. Naprawdę.

 

Walka o miejsca na mundial zaczęła się na dobre. Nie wierzę, że nie sprawdzasz jak radzą sobie Dawid Kownacki, Łukasz Teodorczyk czy Jakub Świerczok…

 

Generalnie śledzę Polaków, którzy grają za granicą. Często zaglądam do sieci i patrzę, jak sobie radzą. Cieszę się, że w wielu wypadkach są skuteczni. Fajnie, że także młodzi się rozwijają. Fajnie widzieć ich w dobrych ligach. To dla nas wszystkich powód do dumy i zadowolenia.

 

Gra twojego zespołu różni się od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni oglądając reprezentację?

 

W Broendby pomysł jest inny. Co prawda na dwójkę środkowych napastników, ale nieco inaczej się poruszamy, nie da się porównać tych dwóch systemów. W klubie nie mamy bowiem klasycznych skrzydłowych, dlatego więcej zadań mam również jeżeli chodzi o odbiór piłki i grę po stracie. Sposób gry reprezentacji był dla mnie bardziej przyswajalny, ale trener w Danii nauczył nas nowych rzeczy i dość szybko je sobie przyswoiliśmy. Gram w ataku razem z Teemu Pukkim, reprezentantem Finlandii, który grał w paru dobrych klubach: Sevilli, Schalke, Celtiku. To najlepszy zawodnik z ataku, z jakim grałem w całej klubowej karierze. Dobrze się uzupełniamy.

 

Podobno na mundial Adam Nawałka ma wziąć czterech napastników. Na EURO 2016 było trzech, z czego jeden – Mariusz Stępiński nie zagrał nawet minuty. Twoim zdaniem do Rosji poleci czwórka?

 

Nie wiem. Najważniejsze aby wśród powołanych się znaleźć, najpierw w tej szerszej grupie. I na tym się skupiam.