Rockets to najlepsza drużyna sezonu zasadniczego. Po niespodziewanej porażce w meczu numer dwa, szybko wrócili na właściwe tory. Już po pierwszej połowie prowadzili 70:40 i spotkanie praktycznie było rozstrzygnięte.

 

Teksańczyków do wygranej poprowadził James Harden. Słynny brodacz zdobył 25 punktów i miał 12 asyst. Również 25 pkt na swoim koncie zapisał rezerwowy Eric Gordon.

 

"Trafialiśmy niemal z każdej pozycji, ale wszystko zaczyna się od dobrej postawy w defensywie, a tym razem w obronie byliśmy naprawdę świetni. Zmusiliśmy rywali do wielu strat i wyprowadzaliśmy skuteczne kontrataki" - ocenił trener Rockets Mike D'Antoni.

 

Dla pokonanych najwięcej punktów - 17 - uzyskał Royce O'Neale.

 

"Rockets byli zdeterminowani i skupieni na tym co chcą osiągnąć. My natomiast w wielu obszarach praktycznie im się nie opieraliśmy" - przyznał szkoleniowiec Jazz Quin Snyder.

 

Kolejny mecz odbędzie się w niedzielę, również wSalt Lake City. Rywalizacja potrwa do czterech wygranych spotkań.

 

"Wojownikom" natomiast, po dwóch planowych zwycięstwach we własnej hali, w piątek przydarzył się słabszy dzień. Niemal od początku niewielką przewagę mieli Pelicans, którzy w trzeciej kwarcie powiększyli ją do 25 punktów. Takiej straty obrońcy tytułu zniwelować już nie potrafili.

 

Polegającym na rzutach z dystansu Warriors tym razem brakowało skuteczności. Zza łuku trafili tylko w dziewięciu z 31 prób. Pelicans osiągnęli 50-procentową skuteczność rzutów z gry, a w ofensywie napędzali ich przede wszystkim Anthony Davis i Rajon Rondo. Pierwszy uzyskał 33 pkt i 18 zbiórek, drugi miał aż 21 asyst.

 

"Nie będziesz miał asyst, jeśli twoi koledzy będą pudłowali. Cała drużyna grała świetnie. Chłopaki byli aktywni, szukali pozycji, a mnie pozostawało tylko im podać piłkę" - podkreślił Rondo.

 

Dla Warriors 26 punktów zdobył Klay Thompson. Kevin Durant dołożył 22, a wracający do formy po kontuzji Stephen Curry - 19. 30-latek trafił tylko sześć z 19 rzutów.

 

"Po prostu za bardzo się spieszyłem przy oddawaniu rzutów. To nic wielkiego i nie mam zamiaru się tym jakoś specjalnie przejmować" - powiedział Curry.

 

Piąty mecz zaplanowano na niedzielę w Nowym Orleanie.