Na Kaszubach – żadnej walki o tytuły, żadnego słynnego nazwiska, w Anglii – tyle bokserskich sław, że w głównym programie zabrakło miejsca dla mistrza olimpijskiego Luke’a Campbella i walczył na przetarcie, po porażce o mistrzostwo świata WBA w lekkiej z Jorge Linaresem, przy pustych trybunach, za pieniądze po które nie schyliłby się żaden z naszych „miszczów”.

 

Poziom sportowy obu gal oczywiście nieporównywalny. Ale i w Kościerzynie, i w Londynie wspaniała atmosfera, podobne owacje dla bohaterów. W Kościerzynie – dla kończącego karierę Marcina Rekowskiego, w Londynie – dla Tony’ego Bellew i Davida Haye’a. Nie musi być wielkiej gali, aby atmosfera była znakomita. Boks tworzą bowiem bokserzy i kibice. Można się emocjonować walkami i na Kaszubach i wyspach Brytyjskich.

 

W Kościerzynie zadebiutował najmłodszy polski zawodowiec – Kewin Gruchała. W dniu debiutu miał 17 lat 284 dni, przebił o prawie 2 miesiące poprzedniego polskiego rekordzistę Oskara Kapczyńskiego, który niedawno debiutował na gali w Zgorzelcu.

 

Gruchała wygrał wyraźnie z doświadczonym Sylwestrem Walczakiem, pokazał zadatki talentu, ale przed nim masę pracy. Czy osiągnie znaczące sukcesy? Życie pokaże. Kibicuję mu, oby doszedł do tytułów, ale łatwo mu nie będzie.

 

Kewin Gruchała pochodzi z bokserskiej rodziny. Boksował i jego ojciec Marcin (który jest jego trenerem i sekundantem) i jego dziadek Bogdan, który pół roku temu, mając 63 lata stoczył trzyrundowy pojedynek z Kazimierzem Poterackim, który miał… 72 lata (czyli w sumie mieli 135 lat!) i jego siostra Paulina, która jest teraz w ciąży.

 

Takich bokserskich rodzin jest w Polsce wiele. Może jeszcze doczekam bokserskiego debiutu najmłodszego syna Grzegorza Proksy z którym komentowałem galę w O2 Arena. Najmłodsza latorośl Grzegorza – Oskar, ma 3 lata. „Znokautuję cię jak Adamek Abella” - groził niedawno Oskar koledze. Grzesiek omal nie zatoczył się ze śmiechu słysząc to. - Wolałbym, żeby trenował piłkę, a nie boks – mówi Grzegorz. Przypuszczam jednak, że syn go nie posłucha.