- Czuję duży niedosyt. Może gdyby runda zasadnicza przebiegała całkowicie inaczej, to może wtedy ten srebrny medal można było by uznać za sukces. Po takiej dominacji drugie miejsce nie smakuje dobrze. To tylko druga lokata, ale trzeba też przyznać, że Skra zagrała bardzo dobrze. Szkoda jednak, że przez dziewięć miesięcy się męczysz, grasz, trenujesz, wygrywasz praktycznie ze wszystkimi, a w trzy dni rozstrzyga się sprawa mistrzostwa Polski i traci się wszystko - skomentował były przyjmujący reprezentacji Polski.

Jego zdaniem nie do końca trafionym pomysłem jest skrócenie fazy play off do dwóch zwycięstw.

- To oczywiście kwestia napiętego kalendarza rozgrywek. Rozumiem, że ciężko byłoby coś tu zmienić i wydłużyć tę fazę. Z drugiej strony patrząc na ligę włoską, to jednak jakoś można to zrobić. Biorąc też pod uwagę, jakie jest zainteresowanie finałowymi meczami, to chyba właśnie należałoby się nad tym zastanowić. Wszyscy czekają właśnie na te mecze. W Italii play offy o złoto trwały 2,5 tygodnia i chyba w tym kierunku to powinno iść. Ludzie chodzą oglądać mecze o stawkę - podkreślił.

W finale ZAKSA mierzyła się ze Skrą. Oba spotkania były wyrównane. W pierwszym bełchatowianie wygrali 3:0, a w drugim 3:1.

- Zabrakło nam pewności siebie. Siatkówka nie sprawiała nam tyle radości i męczyliśmy się. Potrafiliśmy trzy, cztery akcje zagrać fenomenalnie, po czym nagle na 5-6 akcji stawaliśmy. Zabrakło lidera, który potrafiłby rozwiązywać trudne sytuacje i wyciągnąć zespół z chwilowego dołka. A ten zdarzał nam się w niemal każdym secie. Skra wykorzystywała to w stu procentach - podsumował.

Jego zdaniem zabrakło także cierpliwości. Zawodnicy chcieli zbyt szybko kończyć akcje, a to się mściło popełnianiem przez nich błędów.

Kędzierzynianie wprawdzie bronili tytułu, ale przed sezonem 2017/18 doszło do rewolucji w składzie zespołu. Zmienił się nawet trener - Ferdinando De Giorgiego zastąpił inny Włoch Andrea Gardini. Odeszło też wielu zawodników, którzy tworzyli trzon drużyny.

- Dlatego finał brałbym pewnie w tamtej sytuacji w ciemno. Mieliśmy problemy. Sezon był dużym znakiem zapytania. Na papierze kilka zespołów wyglądało na silniejszych od nas, ale po naszej dominacji w fazie zasadniczej, niedosyt jest bardzo duży - zaznaczył.

Wicemistrzowie Polski nie skończyli jeszcze sezonu - czeka ich wyjazd do Kazania, a tam udział w Final Four Ligi Mistrzów. W półfinale ZAKSA zmierzy się z włoskim Cucine Lube Civitanova. W drugim spotkaniu miejscowy Zenit powalczy z Sir Colussi Sicoma Perugia.

- Polecimy do Rosji z podniesioną głową, mimo że dla wielu zawodników będzie to pierwszy występ w finałowych rozgrywkach Ligi Mistrzów. Nie możemy jednak teraz spuścić głów, bo tam zespoły nie będą wybaczać błędów. Na pewno będzie brakowało nam doświadczenia, zresztą widać było w klubowych mistrzostwach świata, że jesteśmy blisko czołówki, ale jeszcze troszeczkę nam do nich brakuje. Chcemy jednak sobie pokazać, że jesteśmy w stanie z tymi najlepszymi podjąć walkę - ocenił.

Świderski zapowiedział też kilka zmian w zespole po sezonie. O nazwiskach nie chciał mówić, ale zaznaczył, że kręgosłup drużyny pozostanie w Kędzierzynie, bo umowy zostały już przedłużone.

Final Four Ligi Mistrzów siatkarzy odbędzie się w najbliższy weekend. Transmisje na sportowych antenach Polsatu.