"Nie jest to łatwy moment. Jednak takie jest życie, ktoś musiał spaść. My w trakcie sezonu nie wygraliśmy 22 spotkań z rzędu. To jest główny powód, że się nie utrzymaliśmy" - uważa pomocnik Sandecji.

 

Nie umiał on wyjaśnić, dlaczego w maju Sandecja potrafiła wygrać z Piastem Gliwice 2:1, zremisować z Bruk-Betem Termaliką 1:1, a w pojedynku z Cracovią zaprezentowała się bardzo słabo, szczególnie w pierwszej połowie.

 

Przyznał, że momentem przełomowym spotkania był fatalnie wykonany przez niego rzut karny w 58. minucie.

 

"Gdybym go lepiej wykonał, to myślę, że uwierzylibyśmy w zwycięstwo. Nie strzeliłem, takie życie. Nie sądzę, aby to była kwestia presji. Wykonywałem w Sandecji z siedem czy osiem karnych, dziś nie wykorzystałem pierwszego. Szkoda, że w takim momencie. Trzeba wziąć za to odpowiedzialność i żyć z tym dalej" - dodał Małkowski.

 

Nie chciał komentować faktu, że przez cały sezon jego zespół musiał grać jako gospodarz poza Nowym Sączem - w Niecieczy i raz w Mielcu.

 

Sandecja, która debiutowała w najwyższej klasie, zgromadziła do tej pory 32 punkty i na kolejkę przed zakończeniem sezonu traci cztery do pierwszej "bezpiecznej" lokaty, którą obecnie zajmuje Bruk-Bet Termalica.