Ale odpowiedzi na takie pytania nie poznamy. Mayweather Jr zdobywał mistrzowskie pasy w pięciu kategoriach wagowych, Łomaczenko ma już tytuły w trzech wagach. I potrzebował na to zaledwie dwunastu walk, co jest rekordem.

 

Pamiętajmy jednak o tym, że Amerykanin zaczynał zawodową karierę w wieku 19 lat, Ukrainiec był sześć lat starszy i miał za sobą wyjątkową karierę amatorską. Dwa złote medale olimpijskie, tytuły mistrza świata i Europy, same wygrane w World Series of Boxing. W sumie 396 zwycięstw i tylko jedną porażkę w finale MŚ 2007 w Chicago.


Nie ulega jednak wątpliwości, że to co robi na zawodowym ringu, tempo w jakim zgarnia kolejne trofea jest niesamowite. On sam nie ukrywa, że chce zapracować na miejsce w historii, znaleźć się w jednym rzędzie z ikonami tej dyscypliny. I jest na najlepszej drodze, by dołączyć do tego grona.


Nie wiem, czy Łomaczenko wygrałby z Mayweatherem Jr w limicie wagi lekkiej, ale jestem przekonany, że byłby to kosmiczny pojedynek. I nie wykluczam, że to Ukrainiec byłby zwycięzcą, bo ma argumenty które pomogłyby mu tego dokonać. Ukrainiec jest tzw. fałszywym mańkutem, czyli zawodnikiem praworęcznym, który walczy z odwrotnej pozycji. Taką decyzję podjął ojciec Wasyla, Anatolij, który karierę syna wymyślił sobie jeszcze przed jego urodzeniem, i konsekwentnie prowadzi ją do dnia dzisiejszego.

 

Wasyl miał wtedy cztery lata i przed sobą pierwszy sparing z chłopakiem sześcioletnim.


Myślę, że to właśnie ustawienie, szybkość i płynność poruszania się w ringu, atak z różnych kątów oraz ciosy na korpus byłyby jego atutem. Ale Mayweather Jr to przecież fenomen, geniusz defensywy, nie przegrał od 1996 roku. Komentowałem jego ostatnią porażkę, w półfinale igrzysk olimpijskich w Atlancie (1996), i już wtedy zapowiadał się na wybitnego zawodnika.


Takich pytań bez odpowiedzi można zadać więcej. Czy Łomaczenko poradziłby sobie z Roberto Duranem, dla mnie najlepszym „lekkim” w historii zawodowego boksu, jak wypadłby w konfrontacji z Henry Armstrongiem, czy Julio Cesarem Chavezem i Shane’em Mosleyem, mistrzem IBF, który przechodząc z wagi lekkiej dwie kategorie wyżej do półśredniej miał bilans 32-0, 30 KO. A przecież w kategorii lekkiej wygrywali też tacy giganci jak Pernell Whitaker, Alexis Arguello, Benny Leonard, Oscar De La Hoya, Tony Canzoneri, no i oczywiście Manny Pacquiao, który zdobył tytuł WBC dziesięć lat temu wygrywając przed czasem z Davidem Diazem.


Filipińczyk w grudniu skończy 40 lat, być może jeszcze w tym roku Bob Arum doprowadzi do jego walki z Łomaczenką. Niewątpliwie byłby to hit w którym faworytem (jeśli walka byłaby w limicie wagi lekkiej) byłby Ukrainiec. Ale taki limit wydaje się być mało prawdopodobny.


Na dziś jedynym godnym rywalem Łomaczenki w wadze lekkiej jest Mikey Garcia, ale bokserska polityka może stanąć na przeszkodzie, by do takiego starcia doprowadzić. Garcia chętnie zmierzyłby się z Ukraińcem, ale Bob Arum uszczypliwie skomentował, że negocjacje z Garcią (jego byłym zawodnikiem) byłyby gorsze niż Donalda Trumpa z Koreą Północną.


Na razie wiadomo, że 25 sierpnia w Inglewood nowy mistrz WBA wagi lekkiej (w minioną sobotę Wasyl Łomaczenko odebrał ten pas Jorge Linaresowi w nowojorskiej Madison Square Garden) walczyć będzie z mistrzem WBO Rayem Beltranem i nikogo nie zaskoczy jego kolejne zwycięstwo.