Jednak trzeba podkreślić, że nie był to od początku jednostronny mecz. Dopiero w drugiej połowie tak się stało. Najwyższy stopień podium jednak jeszcze dla Marsylii za wysoko.

Do 20. minuty miało się wrażenie, że tym razem Francuzi będą rywalizować o końcowy sukces. Można powiedzieć, że ta pierwsza bramka Antoine'a Griezmanna na 50 procent była rodzajem samobója, bo najpierw Steve Mandanda, na którego bardzo liczono, niepotrzebnie podał piłkę do Andre Zamby Anguissy, który zaskoczony źle ją skontrował, a będący ostatnio w niesamowitej formie Griezmann oddał swój pierwszy strzał i od razu zdobył gola.

W drugiej połowie po zejściu rozpłakanego Dimitriego Payeta cała gra Marsylii zdecydowanie siadła. Gdzie był Florian Thauvin, który aspiruje do reprezentacji Francji. Nie wspominając o zmarnowaniu w czwartej minucie przez Valerego Germaina fenomenalnej sytuacji. Futbol jest okrutny. Wyszło większe doświadczenie Atletico. Czwartkowa prasa francuska troszkę ubolewa nad takim rozstrzygnięciem sytuacji. "Sam Griezmann mocniejszy od Marsylii" - brzmi tytuł Le Parisien.

Natomiast l'Equipe na tytułowej stronie dał tytuł: "Do łez". Czyli nie "Do broni", jak głosi początek Marsylianki, ale do łez ze względu na to, że aż do takiego stopnia doprowadziła ta porażka. Na trybunach stadionu obecny był oczywiście Didier Deschamps, który w czwartek o godz. 20:00 w cieszącym się największą ogladalnością kanale TF1 ma ogłosić szeroką kadrę na mundial w Rosji.

Przed telewizorami zasiądzie prawdopodobnie około 10 milionów kibiców, którzy z niecierpliwością czekają na listę selekcjonera. Podobno mają być jakieś niespodzianki, ale Deschamps powiedział, że bierze pełną odpowiedzialność za wszystkie decyzje, jakie podejmie. Jednak z potencjałem piłkarskim, jakim dysponuje, Francuzi nie powinni mieć na mundialu większych problemów.

Czy w kadrze znajdzie się miejsce dla zrozpaczonego Dimitriego Payeta, którego kontuzja może wyeliminować na dłuższy okres? Gdyby nie został powołąny, to byłby dla nie potężny cios. Deschamps w formacji ataku ma jednak na szczęście w czym wybierać.

Na pewno ostatnie występy Karima Benzemy czy Francka Ribery'ego, abstrahując od aspektów pozasportowych, pozwalałaby kandydować im do miejsca w tej drużynie. Jednak wiadomo, że to nie nastąpi, bo Deschamps jest uparty i jak powiedział: ani media, ani nikt inny nie narzuci mu zmiany decyzji.