W Poznaniu ostatni mecz sezonu miał być wielkim świętem futbolu. Terminarz tak idealnie się ułożył, że pojedynek Lecha z Legią w 37. kolejce miał decydować o mistrzostwie, tymczasem w tym wyścigu liczy się już tylko stołeczny klub oraz Jagiellonia. Poznaniacy po remisie z Wisłą Kraków (1:1) w ostatnią niedzielę stracili szansę na tytuł, choć szansę tak naprawdę zaprzepaścili we wcześniejszych przegranych spotkaniach przed własną publicznością – z Koroną Kielce, Górnikiem Zabrze i Jagiellonią.

 

Dlatego po raz pierwszy od wielu lat poznański stadion podczas starcia z Legią może świecić pustkami. W poprzednich sezonach często ponad 40 tysięcy biletów było wyprzedanych wiele dni przed meczem.

 

W minionym tygodniu sporo zamieszania towarzyszyło kwestii ceremonii dekoracji. Lech w obawie przed swoimi kibicami nie chciał, by legioniści, w przypadku zdobycia mistrzostwa w Poznaniu, świętowali na stadionie przy ul. Bułgarskiej. Prowadząca rozgrywki Ekstraklasa oraz zainteresowane kluby podjęły decyzję, że piłkarze Legii w przypadku korzystnego rozstrzygnięcia, złote medale odbiorą w Warszawie.

 

Tymczasowy trener Lecha Rafał Ulatowski, który przed tygodniem zastąpił Nenada Bjelicę, zapewnił, że jego podopieczni są świadomi ciężaru gatunkowego, jakie towarzyszy temu meczowi.

 

"Jesteśmy profesjonalistami, którzy grają po to, by wygrywać mecze. Nie ma chyba w szatni piłkarza, dla którego byłby to pierwsze spotkanie z Legią, bo jesteśmy już cały sezon razem. Znamy sportowe kulisy, jakie towarzyszą temu meczowi. Jesteśmy zmobilizowani i będziemy w jak najlepszej dyspozycji w niedzielę o godz. 18" - powiedział Ulatowski na konferencji prasowej.

 

Obrońca Rafał Janicki podkreślił, że jego drużyna chce zagrać przede wszystkim dla siebie, a nie dla Jagiellonii.

 

"Wiemy z kim gramy, mecze z Legią budzą zawsze jakieś emocje. Niezależnie od tego, kto zostanie mistrzem, chcemy po prostu wygrać. Zdajemy sobie sprawę, że daliśmy ciała w tej rundzie finałowej. Może tym zwycięstwem nad Legią lekko osłodzimy rozgoryczenie kibiców, choć wiemy, że to i tak będzie za mało" – zaznaczył.

 

Co ciekawe, w Lechu jest jeden piłkarz, który ma szansę na zdobycie tytułu. To obrońca Piotr Tomasik, który zimą trafił do "Kolejorza" z Jagiellonii. Jeśli zespół Ireneusza Mamrota sięgnie po tytuł, jemu też będzie się należał złoty medal. Tomasik w ostatnim meczu w Krakowie zastąpił Wołodymyra Kostewycza i zagrał całe spotkanie. Ulatowski pytany, czy lewonożny obrońca będzie miał dodatkową motywację odparł:

 

"Nie poruszamy tego tematu, nie będziemy czekać na wieści z Białegostoku, bo nie mamy na to wpływu. My czekamy na bezpośrednie informacje z naszej murawy, na to mamy wpływ. Nie dzwoniła do nas Jagiellonia przez Piotra i prosiła o zwycięstwo. Jesteśmy zbyt dużymi chłopcami, żeby liczyć na dodatkową mobilizację. Sami potrafimy się doskonale zmobilizować na takie mecze" – wyjaśnił szkoleniowiec.

 

Ulatowski odniósł się jeszcze do ostatniego meczu w Krakowie, gdzie lechici w pechowych okolicznościach stracili zwycięstwo. Paweł Brożek zdobył wyrównującego gola w dziewiątej minucie doliczonego czasu gry.

 

"Trudno było przeżyć fakt, że nie wygraliśmy tego meczu. To jest zawsze najtrudniejsze w życiu piłkarza, gdy prowadzisz w doliczonym czasie gry, a nie wygrywasz. Obejmując zespół wierzyłem w nasze dwa zwycięstwa i w szczęśliwe rozwiązania na innych boiskach. Te warunki nie zostały spełnione i ciężko nam jest pogodzić się z tym, że nie będziemy mistrzem Polski" – mówił.

 

Ulatowski będzie miał do dyspozycji prawie wszystkich zawodników. Zawieszony za kartki jest tylko obrońca Emir Dilaver, który w Krakowie żółty kartonik otrzymał siedząc... na ławce rezerwowych. Szkoleniowiec nie chciał zdradzić, czy szykuje większe zmiany w składzie.

 

"Mamy przed sobą jeszcze dwa treningi, 48 godzin do meczu. Mówiąc dziś, że szykuję zmiany, wzbudziłbym niepotrzebne zamieszanie w szatni. Po sobotnim treningu ogłosimy 18 na to spotkanie" – wyjaśnił.

 

Ulatowski po niedzielnym meczu, kończy swoją bardzo krótką misję. Jak zaznaczył, w poniedziałek o 8 rano melduje się we Wronkach i wraca do swoich obowiązków. W klubowej akademii pełni funkcję dyrektora szkolenia. Od nowego sezonu szkoleniowcem "Kolejorza" będzie były jego piłkarz Ivan Djurdjevic.

 

Mecz Lecha z Legią, podobnie jak inne pojedynki grupy mistrzowskiej, rozegrany zostanie w niedzielę o godz. 18.