Kwestię awansu do finału kielczanie rozstrzygnęli praktycznie już w pierwszym meczu, wygrywając w Puławach 37:27. Wysoka zaliczka podziała jednak demobilizująco na 14-krotnych mistrzów Polski, którzy przegrywali niemal przez całe spotkanie. „Przespaliśmy początek meczu, co oczywiście jest moją winą, bo jako trener jestem odpowiedzialny za przygotowanie drużyny. Brawa jednak dla zespołu, że potrafił wrócić do gry i wygrać” – podkreślił Dujszebajew.

Kielczanie byli jednak bardzo blisko pierwszej od siedmiu lat porażki we własnej hali w rozgrywkach polskiej ekstraklasy. W 41. min goście prowadzili pięcioma bramkami (25:20), a na siedem minut przed końcem trzema (31:28). Ostatnie fragmenty pojedynku to już jednak popis VIVE.

„Musimy jednak wyciągnąć solidne wnioski z tego meczu, że zawsze trzeba grać na 100 proc. Przeciwnik nie śpi i może nas zaskoczyć, kiedy zbyt luźno podejdziemy do swoich obowiązków. To była dla nas dobra lekcja przed decydującymi pojedynkami o mistrzostwo kraju” – nie ukrywał rozgrywający VIVE Mariusz Jurkiewicz.

Mimo porażki zadowolony z postawy swojego zespołu był trener Daniel Waszkiewicz. „To był naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu. Rzadko komu w naszej lidze udaje się nawiązać walkę z zespołem z Kielc. Gdybyśmy trochę dokładniej i spokojniej zagrali w końcowych minutach, to mogliśmy nawet wygrać ten mecz” – chwalił swoich podopiecznych szkoleniowiec.

„Wyszliśmy na ten mecz z założeniem, żeby przede wszystkim dobrze się zaprezentować i zagrać dobre spotkanie. Myślę, że te zamierzenia udało się nam zrealizować niemal w stu procentach. Niestety mecz trwa 60 minut i w końcówce zabrakło nam trochę sił” – dodał prawoskrzydłowy Azotów, były zawodnik kieleckiej drużyny, Patryk Kuchczyński.

Rywalem drużyny ze stolicy regionu świętokrzyskiego w finale będzie Orlen Wisła Płock. Pierwszy mecz rozegrany zostanie na Mazowszu 30 maja.