Wicemistrzyni olimpijska z Rio de Janeiro już dwa tygodnie temu zaprezentowała się z bardzo dobrej strony wygrywając zawody Pucharu Świata w Duisburgu w swojej koronnej konkurencji. W Belgradzie potwierdziła wysoką formę, gdyż już w sobotę wygrała przedbieg. Kajakarka KTW Kalisz w finale pokonała utytułowaną Węgierkę Danutę Kozak o 0,32 sekundy. To jej drugi w karierze złoty medal ME w tej konkurencji.

"Ja tego nie widziałam, ale wszyscy mówili, że jak wystrzeliłam ze startu, to była petarda. Byłam chyba tak +podjarana+ tym, co się stało, że to wszystko wyszło spontanicznie. W podświadomości wiedziałam, jak ten bieg mam rozegrać i dostosowałam się do tego, jak się czułam" - opowiadała Walczykiewicz.

Jak dodała, przed samym startem sama próbowała się zmotywować i nakręcić.

"Po przedbiegach wiedziałam, że jestem mocna, że stać mnie na to, żeby wygrać. Jeszcze płynąc na start, mówiłam sobie w duszy, że mam tę siłę, mam tę moc, że jestem i będę mistrzem. To mnie dodatkowo nakręciło" - przyznała.

Po wyścigu otrzymała wiele gratulacji nie tylko za tytuł mistrzyni Starego Kontynentu, ale również styl, w jakim popłynęła w finale.

"Inne zawodniczki mówiły mi, że był to świetny bieg, że fantastycznie to się oglądało. Na pewno nie był to mój najlepszy wyścig w karierze. A jeśli nie był on idealny, to nie mogę się już doczekać tego, co będzie w Montemor, gdzie rozegrane zostaną mistrzostwa świata" - stwierdziła.

Kajakarki zanotowały w Belgradzie dobry występ. Oprócz Walczykiewicz, na najwyższym stopniu podium stanęła Justyna Iskrzycka i Paulina Paszek w K2 1000 m. Brązowe krążki wywalczyły Anna Puławska K1 500 m oraz Dominika Włodarczyk i Katarzyna Kołodziejczyk w K2 200 m.

"Do pełni szczęścia zabrakło jednego medalu, może w czwórce, gdzie dziewczyny były bardzo blisko podium. Nie mamy co narzekać, bo nasza grupa znów jest liderem reprezentacji. Mam nadzieję, że ten sezon będzie udany dla nas do samego końca" - podsumowała Walczykiewicz.