Jak kontuzja palca wpłynęła na pańskie przygotowania do mundialu?

 

Szymon Marciniak: Na pewno te przygotowania się wydłużyły. Nie było sensu wracać na boisko, jeśli nie byłem w pełni zdrowy, lub z obawą, że nie wszystko jestem w stanie zrobić. Nie chciałem przyjmować blokad czy zastrzyków przeciwbólowych. Zdałem sobie sprawę, że pewne mecze muszę poświęcić, aby się wyleczyć. Jednak dużo więcej miałem do stracenia w Rosji. Wspólnie z szefami Komisji Sędziowskiej FIFA oraz UEFA podjęliśmy decyzję, że lepiej zrobić przerwę. Przez pięć i pół tygodnia zregenerowałem się fizycznie, ale również psychicznie.

 

Najtrudniejsze było zrezygnowanie z prowadzenia półfinału Ligi Europejskiej?

 

Zdecydowanie tak. To nie była łatwa decyzja. Pracuję po to, aby sędziować mecze na wysokim poziomie. Jednak świadomość i odpowiedzialność sędziów na tym poziomie jest już na wysokim poziomie. Nie można sobie pozwolić, aby na tak ważny mecz jechać nie w pełni przygotowanym. Przy tak szybkiej grze i tej klasy zawodnikach mógłbym popełnić błąd. Nikt nie słuchałby wytłumaczeń, że spóźniłem się z interwencją z powodu bolącej nogi czy palca. No i nie byłbym w pełni przygotowany do mundialu.

 

A było zagrożenie, że w ogóle nie poleci pan do Rosji?

 

Nie, uraz nie był aż tak poważny. Doznałem złamania palca z przemieszczeniem. Doszło do tego w głupi sposób i nie chciałbym o tym mówić. To dla mnie kolejna lekcja. Nauczyłem się cierpliwości i pokory. Po paru dniach od zdarzenia chciałem już trenować, a przez pierwsze dni jeszcze pogorszyłem swój stan. To spowodowało wydłużenie leczenia o około 1,5 tygodnia.

 

Polska ekstraklasa wprowadziła system VAR jako jedna z pierwszych. To stawia polskich sędziów w uprzywilejowanej sytuacji?

 

Mimo że to nasz pierwszy rok z tym systemem, to jesteśmy jednymi z najbardziej doświadczonych sędziów na tym polu. Trzeba jednak pamiętać, że intensywnie pracowaliśmy. Na początku VAR-u w Polsce, praktycznie tylko ja go obsługiwałem. Prowadziłem mecze na boisku, a w wozie czasami nawet po trzy mecze w kolejce. Szybko nazbierałem okazałą liczbę tych spotkań. Podczas kontuzji jeździłem w każdej kolejce na dwa mecze, bo chciano wykorzystać moje doświadczenie jako sędziego VAR. Nie czułem presji i to było dla mnie komfortowe. Wiedziałem, kiedy trzeba zareagować. Sędzia VAR musi błyskawicznie podejmować decyzje. W Moskwie też będę obsługiwał ten system i to może zaprocentować.

 

Dwa lata temu nie dość, że nie był pan zwolennikiem tego systemu, to nie wierzył, że w ogóle zostanie wprowadzony. Co spowodowało taką zmianę?

 

Myślałem, że dobrze przygotowany sędzia poradzi sobie w każdej sytuacji, o ile będzie w odpowiednim miejscu. Niestety również w moim zespole zdarzyło się kilka błędów, bo zawiodła komunikacja. Te błędy nigdy nie powinny się wydarzyć. Jeśli byłby VAR, to te błędy nie przytrafiłyby się nam. To pokazało, że jesteśmy omylni, a ta technologia jest perfekcyjna.

 

Brak VAR-u miał przełożenie na poziom sędziowania w meczu rewanżowym 1/8 finału Ligi Mistrzów Tottenham Hotspur – Juventus Turyn?

 

Oczywiście. Szkoda, że błąd przytrafił się w tak prostej sytuacji, bo decyzja była łatwa. Łatwiej wybacza się, kiedy błąd popełnia się w ciężkiej czy kontrowersyjnej sytuacji. Tym razem błąd przytrafił się w prostszej sytuacji, ale to już historia. To była kolejna lekcja pokory. Nikt już nie pamięta o wielu dobrych meczach przez ostatnie lata, a wypomina mi się to potknięcie. Mam wrażenie, że część osób czekała na ten dzień, kiedy się pomylę i wówczas triumfowali.

 

To był najtrudniejszy okres w pańskiej karierze sędziowskiej?

 

Ciężki, ale nie ze względu na hejty jakie się na mnie posypały, bo mam gruby pancerz. Nikt nie pomógł mi dojść na szczyt i tylko ja i moja rodzina wie, ile kosztowało mnie to pracy, poświęceń i wyrzeczeń. To był dla mnie ciężki okres, ponieważ popełniłem błąd. Zawiodłem siebie, moich kolegów i tych, którzy na mnie liczyli. Gdybym sędziował cały czas na takim poziomie, jak chciałem, to ten rok mógłby być dla mnie wspaniały. Minęła już kilkanaście tygodni, a ten błąd wciąż we mnie siedzi i mnie drażni. Każdy sędzia musi przez to przejść. Dobrze jednak, że miałem trochę szczęścia i mój błąd nie wypaczył końcowego rozstrzygnięcia. Zespół, który mógłby mieć pretensje (Juventus) awansował do kolejnej fazy. Nie chciałbym wpłynąć na losy jakiegokolwiek klubu.

 

Jednak mundial chyba pozwoli panu o tym zapomnieć?

 

Oczywiście mistrzostwa świata to wielka sprawa. Jednak każdy sportowiec będzie pamiętał o swoich porażkach, bo o nich pamięta się najdłużej i najlepiej, ale wyciąga się z nich najlepsze wnioski. Nawet po udanym mundialu będę miał do siebie pretensje, że popełniłem błąd w tak prostej sytuacji. Na pewnym poziomie nie wypada robić takich pomyłek.

 

Pańskim celem w Rosji jest powtórzenie osiągnięcia z mistrzostw Europy we Francji, kiedy był sędzią technicznym jednego z półfinałów?

 

Oczywiście serce by chciało, aby osiągnąć taki sukces. Jednak sędziowanie nauczyło mnie, że niczego nie można przewidzieć i nie ma sensu snuć dalekich planów. Najważniejszy jest dla mnie pierwszy mecz w Rosji. Kiedy poprowadzę go dobrze i poczuję atmosferę mistrzostw świata, to dostanę pozytywnego kopa. Wzrośnie pewność siebie, która spowoduje, że będzie mnie niosła przez ten mundial. Najlepsi sędziowie poprowadzą w Rosji trzy, maksymalnie cztery spotkania.