Andrzej Fonfara po ponad dwunastu latach stoczy dopiero drugi pojedynek w ojczyźnie. Na gali Warsaw Boxing Night skrzyżuje rękawice z Ismajiłem Siłłachem (25-5, 19 KO), a dla Polaka będzie to również pierwszy pojedynek po deklaracji zmiany kategorii wagowej na junior ciężką. "Polski Książe" pod nieobecność szkoleniowca Virgila Huntera do walki przygotowywał się pod okiem Eddiego Crofta. Trzykrotny pretendent do tytułu mistrza świata opowiedział nam o swojej współpracy z polskim pięściarzem.

Maciej Turski: Jest Pan zadowolony z okresu przygotowawczego przed walką z Ismajiłem Siłłachem?

Eddie Croft, trener Andrzeja Fonfary: To jest dobre pytanie. Chyba nigdy nie jestem w pełni usatysfakcjonowany. Czasami ma to swoje dobre strony, a czasami jest odwrotnie. Od strony fizycznej i przygotowania motorycznego Andrzej wygląda naprawdę dobrze. W pracy z Andrzejem bardzo cenię jego pracowitość i chęć do poznawania nowych elementów. Wiedzę chłonię po prostu jak gąbka. Zdarzają się momenty przestojów, ale to zdarza się każdemu pięściarzowi. Jeśli będzie konsekwentnie słuchał moich rad, to naprawdę może zostać mistrzem.

Starał się Pan zmienić styl Andrzeja? Czy po prostu próbował Pan udoskonalić elementy, nad którymi pracował z Virgilem Hunterem?

Nie można zmieniać ludzi, nie można zmieniać pięściarzy. Oni zawsze pozostaną sobą. Naszym zadaniem jest znaleźć ich mocne strony i nad nimi pracować, ale też zauważyć ich słabsze strony. Później trzeba wytłumaczyć jakie konsekwencje wynikają z poszczególnych zachowań, aby byli na wszystko przygotowani. Jeśli będą tego świadomi, to z pewnością prędzej czy później przyjdzie czas na poprawę. Oczywiście lepiej wcześniej niż później.

Zauważyłem, że Wasze zajęcia nie kończą się na sali treningowej. Często rozmawia Pan z Andrzejem o tym, co czeka Was na kolejnych zajęciach i nad czym Andrzej musi pracować. Motywacja odgrywa dużą rolę?

Jako trenerem cały czas staram się motywować Andrzeja w trakcie zajęć i utrzymywać dobrą atmosferę w trakcie treningów. Odpowiedni środowisko pracy pomaga osiągać odpowiednie rezultaty, a w polskich górach naprawdę niewiele nam przeszkadzało. Skupialiśmy się tylko na treningach, ale oczywiście czasami przychodziła monotonia. Moje zadanie polegała na tym, aby mu w tym pomóc. Musiałem mu powiedzieć, że na końcu tunelu jest światełko i jeśli zrobimy swoje, to wszystko zakończy się powodzeniem.

Zwraca Pan uwagę na pracę ciosem prostym lewą ręką i widać, że ten element staje się kluczowy w stylu Andrzeja.

Osobiście uważam, że to element, który jest ważny dla każdego pięściarza. Nie tylko dla Andrzeja i nie tylko w kategorii junior ciężkiej. Często te ciosy nie są doceniane w świecie pięściarskim, ale tymi uderzeniami otwierasz sobie drogę do mocnych uderzeń, trzymasz odpowiedni dystans i dajesz sobie więcej czasu na myślenie, co zrobić dalej. Andrzej zaniedbywał ten element, bo jest po prostu wojownikiem z krwi i kości. Zawsze wchodził w wymiany, przyjmował i oddawał ciosy. Za to kochają go fani, ale musiałem mu wytłumaczyć, że modyfikacja stylu nie zabierze mu uwielbienia kibiców. Będzie po prostu uderzał, mniej przyjmował i posyłał rywali na deski.
 
Poprawiacie również defensywę Andrzeja, która nie zawsze sprawdzała się w trakcie walki.

Walka w ringu może zakończyć się pojedynczym ciosem, którego po prostu nie jesteś w stanie dostrzec. Obrona zawsze jest istotna. Ismajił Siłłach będzie miał drobną przewagę zasięgu nad Andrzejem i będzie najprawdopodobniej starał się utrzymać go w dystansie, a naszym zadaniem jest pokazać Siłłachowi, że pomimo tej różnicy jesteśmy w stanie zagrozić mu nawet ciosami prostymi. Jeśli ten element zapracuje poprawnie, to skrócimy dystans i będzie mogli zadawać mocne ciosy.

Cała rozmowa i wypowiedzi Eddiego Crofta w załączonym materiale wideo!