Gdy hiszpański mistrz świata przechodził do Ducati, spekulacji, co do powodów nie było końca. Oczywiście wielu sceptyków uważało, że Jorge miał 26 milionów powodów. Inni twierdzili, że głównym był Rossi i poprawienie jego wyników na czerwonej maszynie z Borgo Panigale. Można chyba śmiało przyznać, że jaka by nie była motywacja Lorenzo, to w ostatni weekend wyścigowy zasłużył na ogromny szacunek. Upragnione zwycięstwo, na które musiał czekać aż półtora roku, przyszło w najlepszym możliwym miejscu - torze Mugello, położonym w sercu Toskanii. Fantastyczne zwieńczenie trudów Hiszpana i dowód na to, że część za przysłowiowe Euro, może czynić różnicę, w co nie chcieli wierzyć szefowie Ducati od testu w Buriram, gdzie Jorge zażądał nowej, szerszej nakładki na zbiornik paliwa. 

 

W Mugello zobaczyliśmy starego, dobrego i niepokonanego od startu do mety Lorenzo, który bardzo komfortowo zwyciężył walkę z rywalami, udowadniając, że umiejętności i motywacji mu nie brakuje. Sukces jednak przyszedł, jak przyznał pięciokrotny mistrz świata, za późno.

 

Już od kilku tygodni nie cichły plotki na temat przyszłości Jorge. Widziany już był na motocyklu Yamaha, na Suzuki i Ducati. Wybór, którego dokonał, okazał się być najodważniejszym i najmniej oczekiwanym. Od sezonu 2019 zobaczymy Hiszpana na fabrycznym motocyklu Hondy, w ekipie Repsol Honda. Czemu piszę odważny? Bo chyba śmiało można przyznać, że stanięcie ramię w ramię i walka na takiej samej maszynie, jak dosiadana przez Marca Marqueza, jest wyborem odważnym i wymagającym ogromnej pewności siebie.

 

Takie rozstrzygnięcie wcale nie jest najprostszym z punktu widzenia stylu jazdy Jorge, płynnego i polegającego na doskonałym czuciu przodu maszyny. Czymś z czym zawodnicy Hondy walczą najbardziej. Tym bardziej czekają nas nie lada emocje, gdy w „pomarańczowych” barwach obserwować będziemy poczynania Jorge Lorenzo.

 

Niestety, ta zmiana w fabrycznej ekipie Hondy, pociągnęła za sobą rezygnację z usług Daniego Pedrosy. 32 latek jednak nie kończy swojej przygody z MotoGP. Hiszpan pochodzący z Sabadell, jest trzykrotnym mistrzem świata (125 - 2003, 250 - 2004, 2005). Filigranowy zawodnik, jak gdyby na zaprzeczenie, ogromnych wymagań 250 konnych potworów MotoGP, był w stanie od sezonu 2006 zaadoptować się w klasie królewskiej. Jego statystyki powalają: 205 startów, 112 podiów i 31 zwycięstw. Brakuje tylko „kropki nad i”, czyli tytułu mistrzowskiego. Wielu liczy, że Pedrosa znajdzie miejsce na kolejne lata i zobaczymy go na innej maszynie niż Honda. Dani przyznał, że wciąż szuka miejsca w padoku MotoGP i szuka nowego wyzwania. Decyzję o opuszczeniu Hondy podjął dwa lata temu, co może szokować.
Lorenzo nie jest ostatnimi zawodnikiem, którego przyszłość poznaliśmy. Naturalnym wydaje się być awans na miejsce Lorenzo, Danilo Petrucciego. Włoski zawodnik spełnił swoje marzenie i w przyszłym roku dołączy do Dovizioso w fabrycznej ekipie.

 

Zgodnie z oczekiwaniami, do ekipy Suzuki dołączy Joan Mir. Mistrz świata Moto3 z sezonu 2017 pokazuje, na co go stać i walczy już regularnie o podia w klasie Moto2. Co więcej, ta decyzja wydaje się być uzasadniona z punktu widzenia zmian technicznych, które nastąpią w Moto2 w sezonie 2019. Zaawansowana elektronika, nowy silnik z Triumpha 765ccm oraz nowe ramy, mogą zdecydowanie namieszać w stawce tej pośredniej kategorii. Nie ma zatem co uczyć się nowej klasy, skoro można uczyć się od najlepszych w MotoGP. Suzuki podpisało z młodym Hiszpanem dwuletni kontrakt z opcją na kolejne dwa sezony, by uniknąć sytuacji, z którą musieli się zmagać, gdy Maverick Viñales opuścił budowaną pod niego ekipę, na rzecz Yamahy.

 

Zmiana ta pociąga za sobą koniec przygody Andrei Iannone z ekipą z Hamamatsu. Włoch, po dwóch sezonach i naprawdę dobrych wynikach w tegorocznej rywalizacji, musi pożegnać się z Suzuki. Tak, jak zapowiadał, jego przyszłość uratowana została przez Aprilię, z którą związał się na sezon 2019 i 2020. Niestety z marką z Noale musi pożegnać się Scott Redding, którego wyniki nie przekonują szefów Aprili. Brytyjczyk nie znalazł jeszcze miejsce na kolejne sezony.

 

Ostatnią oficjalną informacją jest podpisanie kontraktu przez Hafizha Syahrina z ekipą Tech3. Informacja, której się spodziewaliśmy. Cieszy fakt, że doceniona została niesamowita praca tego młodego zawodnika, który w ostatniej chwili został zwerbowany w zastępstwie Jonasa Folgera.

 

To tyle jeśli chodzi o roszady w MotoGP. Inne klasy także nie próżnowały między weekendami wyścigowymi. Jorge Martin podpisał kontrakt z ekipą Akiego Ajo na starty w Moto2, w kalsie w której miejsce starcił Hector Barbera. Trzy razy był złapany na jeździe pod wpływem alkoholu. Decyzja o rozwiązaniu kontraktu, którą podjął Sito Pons, należy szanować.

 

A co nas czeka w Barcelonie? Nowa nawierzchnia, powrót dwóch bardzo szybkich zakrętów, po romansie z konfiguracją F1 w poprzednich latach. Kilka tygodni temu zawodnicy MotoGP mieli okazję testować nową nitkę i wtedy najszybszy był Maverick Viñales. Rok temu triumfował Andrea Dovizioso, który niesiony zwycięstwem w Mugello, pokonał Marca Marqueza. Czy w tym roku będziemy mieli powtórkę scenariusza z 2017. Wiele może na to wskazywać, bo niezwykle silni będą, i Lorenzo, i Rossi, i Dovizioso. Czy Marquez będzie głodny zwycięstwa po wywrotce we Włoszech? O tym wszystkim przekonamy się w niedzielę.

 

Wszystkie sesje treningowe, kwalifikacje i wyścigi w Polsacie Sport Extra, na Polsatsport.pl oraz IPLI.